O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

Festiwal Maroka
Zagubiony
w Elektrociepłowni

Sztokholm i Uppsala
Światło Kraków
Kampania medialna
Wystawa w Bielsku Białej
Aukcja w Krzysztoforach
oo. Kameduli -
400 lat w samotności

Magia i mgła
Krajobrazy serdeczne




Zaproszenie na wystawę do Muzeum Historycznego Miasta Krakowa

 


Recenzje z wystawy:



Klasztor ciepła w industrialnej ramie

„Miesięcznik Pracodawca”, Nr 2 (110) Luty 2007

Cały rok poświęcił Jakub Ciećkiewicz, dziennikarz i fotografik, na zrobienie zdjęć w krakowskiej elektrociepłowni. Efektem jego pracy jest niezwykła wystawa zorganizowana przez EC Kraków i Muzeum Historyczne Miasta Krakowa.

„Zagubiony w Elektrociepłowni” – taki tytuł dał Ciećkiewicz swej ekspozycji. I choć z natury jest prawdomówny, w tym wypadku artystycznie… skłamał. Skłamał, bo nigdzie się nie zgubił! W EC Kraków z rozmysłem pracował bitych 12 miesięcy.

Pełna świadomość

- Fotografia jest szalenie świadomą działalnością. Robiąc zdjęcia musisz wiedzieć czego chcesz – mówi Jakub Ciećkiewicz. Dlatego też nie łazi bez sensu, nie pstryka idiotycznie. Idiotycznie pstrykać zresztą nie może również i z tego powodu, że jako jeden z nielicznych nie przesiadł się na aparat cyfrowy. Pracuje na analogu, chwilę utrwala na filmowej błonie. Zanim naciśnie migawkę: komponuje. Często szkicuje kadr na długo przed zrobieniem zdjęcia. Później, na miejscu, wie już dokładnie, czego chce. Taki jest jego warsztat, podpatrzony u najlepszych krakowskich mistrzów fotografii.

Światło i przestrzeń

Ciećkiewicz fotografuje duże przestrzenie, najczęściej w trudnych warunkach oświetleniowych, we mgle. Lubi duże projekty. Lubi być sam. Człowiek w jego fotograficznym spojrzeniu na elektrociepłownię występuje rzadko.

- Jak robi się zdjęcia przemysłu?

- Fotografowie i telewizja odwrócili się od niego, bo po latach 70. i 80. kojarzył się z propagandą sukcesu. Albo z wcześniejszym socrealizmem. A tymczasem prawda jest taka, że wyrósł w Polsce zupełnie nieznany ludziom super nowoczesny przemysł. Wielkie parki technologiczne zatrudniające niewielką liczbę wybitnych fachowców, którzy sterują ogromnymi mocami. I ludzie są tym cholernie zainteresowani, tylko się im nie dostarcza informacji na ten temat. Przykładowo: do elektrociepłowni na dni otwarte przychodzą tysiące ludzi! Naprawdę tysiące krakowian! Przychodzą kobiety w ciąży, przychodzą z dziećmi na rękach. Przychodzą staruszkowie. Odkrycie tego było dla mnie zdumiewające!

Elektrociepłownia jak klasztor

Chociaż w zawodowym życiu odwiedziłem już niejedną „fabrykę” ciepła i prądu, nigdy nie znalazłem tam artystycznej inspiracji. Gdańska Starówka, alpejskie szczyty. Nawet sople na drzewie. To rozumiem! Ale elektrociepłownia!? Nie wytrzymuję więc i pytam mego rozmówcę jak to możliwe, że ktoś taki jak on, autor wspaniałych zdjęć Krakowa i fotografii w klasztorze Ojców Kamedułów na Bielanach, zachwycił się „czymś” takim…

- Słuchaj: to są światy bardzo podobne – mówi fotograf o EC i bielańskim eremie. – W obu przypadkach masz zamknięte, izolowane przestrzenie. Masz piękną przyrodę, z którą współgra architektura. U kamedułów barokowo–manierystyczna, w elektrociepłowni super industrialna. W obu tych światach mieszkają mężczyźni. To są światy męskie. Mężczyźni są tak samo ubrani: jedni w habity, drudzy w ferszalunki.

- …!?

- Tylko jest problem Boga – kontynuuje Ciećkiewicz. – Bo Bogiem w świecie elektrociepłowni jest wielki komputer, a u kamedułów ten Bóg ma wymiar niematerialny. Natomiast te światy są zbliżone. Bardzo podobne. Jeden ilustruje wielką mistyczną tęsknotę człowieka do Boga. Drugi wielkie pragnienie człowieka do zapanowania nad przyrodą i wystąpienia w roli Stwórcy. Więc to wcale nie jest przypadek, że ja się tam znalazłem. W jednym i drugim miejscu podobnie się czułem. Powiem więcej: świetnie się czułem! Jeżeli się przyjrzysz moim fotografiom w klasztorze i elektrociepłowni, zauważysz, że jest w tych zdjęciach wspólny mianownik: tajemniczość.

To jest rzecz tajemnicza

Jak wygląda elektrociepłownia w obiektywie Ciećkiewicza? - To świat, gdzie bucha para, gdzie pali się jakiś płomień, gdzie z rzadka pojawiają się ludzie. Gdzie właściwie nie wiadomo, co się dzieje. To jest świat jakiejś tajemnicy i jej tam chyba szukałem – mówi fotograf.

- Znalazłeś?

- Ujmę to inaczej. Miałem dwa takie zdumiewające momenty. Pierwszy, kiedy wieczorem wszedłem, razem z facetem, który mnie oprowadzał, do jakiejś hali. Tam się paliło światło, tam jakieś automaty działały, coś tam się działo. Wychodzimy i gość gasi to światło a ja sobie nagle uświadamiam, że jestem w fabryce, w której wszystko odbywa się w ciemnościach, bo światło nie jest potrzebne! Nie ma tam ludzi, wszystkim steruje komputer. Druga taka chwila: stoję w sali pełnej monitorów, gdzie odbywa się całe sterowanie elektrociepłownią. Ja zupełnie nie wiem, na czym to wszystko polega a tu nagle słyszę: za chwilę spadnie śnieg. I faktycznie: pada… Skąd oni to wiedzą? Wywnioskowali z jakichś tam wykresów! To jest rzecz tajemnicza…

Ciepło życzliwi

Takie zdjęcia, jak te z cyklu „Zagubiony w Elektrociepłowni” nie miały prawa powstać. A przynajmniej nie powstałyby w większości rodzimych firm, hermetycznie zamkniętych, pilnie strzegących swych często jakże wątpliwych tajemnic.

- Tam chyba wszyscy fotografują! – zachwyca się Ciećkiewicz krakowską elektrociepłownią. – Co więcej: każdy specjalizuje się w czymś innym. Obiektem ich natchnień jest oczywiście elektrociepłownia. Jedni fotografują we mgle. Inni w nocy. Jeszcze inni we wnętrzach. Efekt tego taki, że pokazujesz swoje zdjęcie, np. portierowi, a on bezlitośnie mówi, gdzie popełniłeś błąd w kompozycji… Z jednej strony fajnie się z nimi współpracuje. Ale z drugiej: kitu im nie wciśniesz! A na ich czele, na samej górze tej organizacyjnej struktury, stoi prezes, który jest… zawodowym fotoreporterem! Bo ten prezes, Philippe Gagneux, jako młody chłopak biegał za Mitterrandem i dokumentował jego wyborczą kampanię!

Będzie ciąg dalszy? Ciećkiewicz mówi, że „zakończył się pewien projekt”. – To była szalenie profesjonalna i serdeczna współpraca z doskonałymi, po prostu świetnymi ludźmi. Przez rok robiłem zdjęcia. Miałem absolutnie wolną rękę. Nikt mi nic nie kazał. Nikt nie przykładał pistoletu do głowy. Na początku powiedziałem: jak będę musiał przychodzić na posiedzenia zarządu i fotografować, to zupełnie mnie to nie interesuje. Ja w to nie wchodzę. A oni na to, że od fotografowania zarządu mają innych! Ci energetycy są bardzo fajnymi ludźmi. Stać ich na wyjście poza ciasny schemat reklamowego myślenia o fotografii. Nie spotkałem się z taką drugą firmą. Nie tylko mnie w niej przygarnęli, ale też uwierzyli we mnie i chcieli pomóc. Podjęli ryzyko, zdjęcia się spodobały.

Kierunek Maroko

Kiedy rozmawiam z Jakubem w redakcji „Dziennika Polskiego” krakowski dziennikarz ma już kolejne fotograficzne plany. Plany szerokie, bowiem chce wyjechać do Maroka. Z aparatem oczywiście. Eksploracja miałaby trwać trzy tygodnie, przynieść w efekcie setki zdjęć i dziesiątki przednich tekstów. Ciećkiewicz z ognikami w oczach opowiada, co chce zobaczyć, z kim pogadać. Pragnie opowiedzieć o kraju, którego historii nie znamy, kultury nie rozumiemy, chociaż turystycznie coraz chętniej odwiedzamy północ Afryki. A on już dzisiaj o celu swej podróży wie niemal wszystko. Pracuje jak nieodżałowany Ryszard Kapuściński. Czyta co tylko wpadnie mu w ręce. Rasowy reporter – z aparatem zamiast pióra. Wyprawa jednak potrzebuje pieniędzy, więc Jakub szuka sponsora. Kto wie, być może na marokańskiej Saharze lub w górach Atlasu niebawem zatknie sztandar kolejnej „elektrociepłowni”?

***

Chcieć to móc… W skomercjalizowanym świecie mogą najmożniejsi. Spośród nich chcą niestety nieliczni. Za nic mają szlachetne uczynki. A przecie bez Medyceuszy nie byłoby cudów Florencji! Bez zacnego mecenatu nie byłoby wszystkich tych, którym Bóg nie szczędził talentu, lecz poskąpił pieniędzy. Cieszy więc, że szefostwo Elektrociepłowni „Kraków” SA doskonale zna dzieje sztuki…

DARIUSZ WOJTALA


Zagubiony w Elektrociepłowni

Jakub Ciećkiewicz spędził rok w fabryce ciepła

Jakub Ciećkiewicz odszedł od reportażu, co nie oznacza, że nie mógłby sam zostać opisany; toż nawet pomijając jego rodzinne korzenie, byłoby o czym pisać - oto niegdyś uczeń ślusarstwa i kowalstwa artystycznego w zakładzie Antoniego Oremusa w Krakowie, potem drukarz - maszynista typograficzny z dyplomem technikum, wreszcie absolwent polonistyki, który jako autor związany z "Miesięcznikiem Literackim" z powodzeniem pisał szkice o poezji, np. Józefa Barana. A później reporter tygodnika "Wieści", autor wielu świetnych reportaży, wreszcie, od 15 lat, redaktor "Dziennika Polskiego", gdzie m.in. szefuje magazynowi "Pejzaż Polski".

W ostatnich latach Ciećkiewicz pisuje z rzadka, stał się natomiast pasjonatem fotografii; pamiętam, z jakim błyskiem w oku prezentował mnie, profanowi, świeżo nabyty aparat, obiektywy... A potem i zdjęcia. Z wolna zaczął je pokazywać na "Dziennikowych" łamach. Na wystawach. I w książkach. Ta pierwsza, album poetycko-fotograficzny "Dolina ludzi spokojnych" z wierszami Józefa Barana właśnie, okazała się trochę wbrew autorowi fotografii; wczoraj wyznał, że poeta zagarnął zdjęcia i doprowadził do powstania tomu. Uznał, wolno sądzić, że tak jak niegdyś Ciećkiewicz trafnie odczytywał i nazywał jego liryczne tropy i myśli, tak teraz obiektywem znalazł do nich stosowny klucz, który współbrzmi ze strofami. Tyle że Ciećkiewicz nie był jeszcze pewien swych fotograficznych przewag.

Trzy lata później, gdy przygotował już sam album "Światło Kraków", wiedział, czego chce, tyle że na przeszkodzie publikacji w ostatniej chwili stanęły zbyt skąpe środki finansowe. I wtedy z pomocą pospieszyły władze Elektrociepłowni Kraków SA. Ciećkiewicz znalazł zrozumienie i uznanie; niebłahy pewnie był fakt, że prezes firmy Philippe Gagneux sam niegdyś zawodowo parał się fotoreporterką, biegając za Mitterrandem.

Ciąg dalszy był oczywisty; Ciećkiewicz zabrany na obchód fabryki ciepła uległ fascynacji na tyle, że po roku pracy mógł swym zachwytem podzielić się z nami. Od wczoraj jego wystawę "Zagubiony w Elektrociepłowni" możemy oglądać w pałacu Krzysztofory w Krakowie.

O samej wystawie i jej autorze mówili podczas wernisażu w imieniu gospodarza obiektu wicedyrektor Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Wacław Passowicz, w imieniu EC Kraków Krzysztof Krukowski, pełnomocnik zarządu ds. komunikacji, zaprzyjaźniony z autorem wystawy ks. prof. Wiesław Przyczyna odczytał towarzyszący jej tekst - rzecz jasna, także Jakuba Ciećkiewicza, a inny nasz redakcyjny kolega Andrzej Kozioł, gawędząc o nim, wyciągał bohatera wieczoru na zwierzenia. Była mowa o wystawach, o zauroczeniu kamedułami, czego stałym naszym Czytelnikom przypominać nie trzeba, o pracy bieżącej (jak właśnie otwierana wystawa "Kraków we mgle" w Hasselby, w Sztokholmie), o planach - w tym zdokumentowaniu nocnego życia Krakowa.

Klimat wieczoru dopełnił jazz grany przez Piotra Wyleżoła i Macieja Adamczaka; jazzfani wiedzą, co to za nazwiska. To też świadczy o poziomie wystawy.

Jakub Ciećkiewicz nie ma pięćdziesiątki, zatem może nas jeszcze nieraz zaskoczyć... Czym? Powtórzmy za klasykiem - oto jest pytanie.

WACŁAW KRUPIŃSKI

DZIENNIK POLSKI, 26-01-2007


Własną drogą

Wystawa: "Zagubiony w Elektrociepłowni"

Hałdy wielkie jak góry, maszyny wgryzające się w nie niczym wielkie, mechaniczne Godzille, smukłe konstrukcje, podobne do rakietowych wyrzutni, pomarańczowy żar, wypisz wymaluj - wulkaniczny żużel. Krajobraz rodem ze science fiction? Nie - industrialny pejzaż na zdjęciach z najnowszej wystawy Jakuba Ciećkiewicza, którą od niedawna można oglądać w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa w krzysztoforskim pałacu.

Ekspozycja zapewne zaskoczy tych, którzy znają fotograficzną twórczość Ciećkiewicza. Dotychczas poruszał się w innych tematycznych obszarach. Na zdjęciach, którym towarzyszyły wiersze Józefa Barana, odkrywał urok rustykalnego, trochę już mijającego pejzażu. Bielone chaty, krzywe płoty, koguty na płotach. Później przyszedł czas na Kraków - tajemniczy, mglisty, magiczny. Nieodżałowany Jerzy Madeyski tak pisał o krakowskich fotografiach Jakuba Ciećkiewicza: Przez (...) Kraków jedzie Zaczarowana Dorożka z mistrzem Karakuliambro i zaczarowanym dorożkarzem Kaczarą na koźle, a za nimi ciągną poeci Młodej Polski i wszystkie dobre duchy miasta.

Nie bez powodu zdjęcia Ciećkiewicza wzbudziły zachwyt wytrawnego krytyka. Jakub podjął się zadania wyjątkowo trudnego, bo przecież Kraków jest chyba najbardziej obfotografowanym miastem Polski, a więc - jak zauważał Madeyski - najbardziej zbanalizowanym. A jednak autorowi zdjęć udało się zrobić coś więcej niż kolejną kalkę pięknych obrazków z Wieżą Ratuszową, kościołem Mariackim, Sukiennicami. Fotografie przesączało coś, co decydowało o ich atmosferze, tak jak poncz decyduje o smaku ciasta. Atmosfera tajemniczości, lekkiego smutku, nostalgii.

Nie inaczej było z bielańskim, kamedulskim cyklem fotogramów Jakuba Ciećkiewicza. Tym razem odkrywał świat tajemniczy, niedostępny, a raczej trudno dostępny - świat mnichów eremitów. Jednak i w tym przypadku fotografik poszedł własnym tropem - ważniejsze od egzotyki były dlań dwie rzeczy: atmosfera miejsca i psychologiczna prawda bijąca z portretów zakonników. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej wystawy, zatytułowanej "Zagubiony w Elektrociepłowni". Ciećkiewicz podjął się ogromnie trudnego zadania. Znalazł się pomiędzy Scyllą socrealistycznego potraktowania przedmiotu a Charybdą obrazków w folderowym, reklamowym stylu. Przemknął się pomiędzy tymi niebezpieczeństwami z prawdziwą wirtuozerią. Potrafił znaleźć złoty środek, zachować wierność własnemu postrzeganiu świata i jednocześnie odnaleźć piękno w niepięknym.

Zdjęcia, oczywiście robione na terenie krakowskiej elektrociepłowni, to także ludzie - eksponowani bardzo oszczędnie, zderzeni swą małością z molochowatym, industrialnym pejzażem. Przyroda, też nikła - na przykład stado ptaków - nieprzeciwstawiona przemysłowi, raczej doń równoległa. Przede wszystkim jednak aura tajemniczości bijąca z dziwnych urządzeń i budowli. Ciećkiewicz nie stworzył reportażu w najprostszym, chronologicznym układzie - od wagonu węgla do gorącego kaloryfera. Nie stworzył żadnego reportażu - obiektywem swego aparatu nakreślił interesujące impresje na temat wprawdzie egzotyczny, ale z pozoru niezbyt interesujący. Udało się mu - ci, którzy do 4 marca zechcą odwiedzić wystawę w Muzeum Historii Miasta Krakowa, nie będą zawiedzeni.

AMK


Piękno niepięknego

Zagubiony w Elektrociepłowni - wystawa fotograficzna Jakuba Ciećkiewicza

Tytuł fotograficznej wystawy jest nieco przewrotny, a może kokieteryjny: "Zagubiony w Elektrociepłowni". Jakub Ciećkiewicz - nasz redakcyjny kolega, dziennikarz i jednocześnie fotografik - ma zbyt wiele doświadczenia i zbyt dobrze wie, czego chce, aby się zagubić. W labiryncie węglowych hałd, mastodontowych maszyn, w kłębach pary, czuje się równie pewnie, jak na podkrakowskiej wsi, jak w centrum miasta pełnego zaczarowanych dorożek, jak na Srebrnej Górze w kamedulskim eremie. Owszem, może dziwić dobór przedmiotu, którym jest industrialny pejzaż i ludzie w nim osadzeni, ale rzecz nie w przedmiocie, lecz w sposobie jego potraktowania. Jakub Ciećkiewicz o elektrociepłowni potrafi opowiadać równie intymnie jak o krakowskim Rynku tonącym we mgle, a zdecydowanie nieestetycznemu przedmiotowi przydać niebywałej, zaskakującej urody.

To nie pierwsza indywidualna wystawa Ciećkiewicza. Po "Krajobrazach serdecznych", gdzie rustykalnym pejzażom towarzyszyły wiersze Józefa Barana, po "Magii i mgle" (Ciećkiewicz kocha woalowate, zwiewne, prawdziwie krakowskie mgły), po "Krakowskich nastrojach", "Po świetle Kraków", po udziale w zbiorowej wystawie poświęconej klasztorowi Kamedułów na Bielanach - przyszedł czas na kolejną konfrontację z widzami. Czy Jakub Ciećkiewicz znów potrafi narzucić im swój sposób postrzegania świata, zauroczyć pięknem niepięknego, będzie się można przekonać już jutro.

Otwarcie wystawy "Zagubiony w Elektrociepłowni" odbędzie się w czwartek o godz. 18.00 w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa - Krzysztofory, Rynek Główny 35. Ekspozycję będzie można oglądać do 4 marca.

(AMK)