O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

Festiwal Maroka
Zagubiony
w Elektrociepłowni

Sztokholm i Uppsala
Światło Kraków
Kampania medialna
Wystawa w Bielsku Białej
Aukcja w Krzysztoforach
oo. Kameduli -
400 lat w samotności

Magia i mgła
Krajobrazy serdeczne




W maju 2004, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pewna krakowska kancelaria adwokacka zmieniła się w galerię fotograficzną.

   


Recenzje z wystawy:



Kraków – wyeksploatowany motyw?

Jerzy Madeyski, "Gazeta Antykwaryczna", lipiec/sierpień 2004

Kraków jest niezwykle trudny do fotografowania z tego chociażby względu, że został już obfotografowany poza granice przyzwoitości i zbanalizowany tym samym. Przez Mistrzów i amatorów, więc wydaje się, że niczego nowego i tym samym interesującego w tak wyeksploatowanym motywie zobaczyć już nie sposób. Ani niczego dokonać bez uciekania się do daleko posuniętej deformacji lub fotograficznych tricków i fantazji nawet, do których fotograficy coraz częściej się uciekają. Zwłaszcza w powszechnie znanych panoramach.

Jakubowi Ciećkiewiczowi ta sztuka się udała. Pokazał miasto takie, jakim jest. Lecz jak! Prawdziwe i nierealne zarazem, gdyż mgła, jej kapryśne pasma i szczególna zdolność absorpcji i rozpraszania światła zmienia perspektywę rzeczywistości, bądź raczej – wprowadza własne, nastrojowe i niezwykle subtelne jej układy. Właśnie magiczne we właściwym rozumieniu tego słowa jako opanowania sił przyrody przy pomocy zaklęć i gestów. W tym również naciśnięcia migawki w odpowiednim czasie i miejscu.

Przez Kraków Jakuba Ciećkiewicza jedzie Zaczarowana dorożka z Mistrzem Karakuliambro i zaczarowanym dorożkarzem Kaczarą na koźle, a za nimi ciągną poeci Młodej Polski i wszystkie dobre duchy miasta.


Magia i mgły Krakowa

Nasz redakcyjny kolega, Jakub Ciećkiewicz (szef sobotniego magazynu "Pejzaż Polski") fotografię traktuje jak prywatne hobby, nie przeszkodziło mu to jednak w dwukrotnym dużym upublicznieniu swoich zdjęć: w 2001 roku wydał wspólnie z Józefem Baranem album poetycko-fotograficzny "Dolina ludzi spokojnych", a w Śródmiejskim Ośrodku Kultury miał wystawę. Od wczoraj ma galerię autorską.

Stała wystawa "Magia i mgła" zawisła w kancelarii prawnej. Wystawa z takim tytułem może dotyczyć tylko Krakowa. Na kilkudziesięciu fotografiach mamy Kraków z mgłami i niedopowiedzeniami, magiczny - bo taki w istocie jest. Poszczególne fotografie z ekspozycji będą z czasem wymieniane na inne, ale zawsze krakowskie.

Sponsorem galerii jest krakowski oddział Citigold, pospołu z Foto pro center Finisz Studio D.K. Prądzyńskich, gdzie wykonano również powiększenia i oprawę fotografii.

(AN)


Magiczny Kraków Ciećkiewicza

05-05-2004 - Dziennik Polski
W sztukę wpisany jest rodzaj tajemnicy, która kusi, uwodzi i każe wracać do miejsc dzięki jej działaniu postrzeganych jako wyjątkowe

Często, bardzo często bywa tak, że w miejscu swojej pracy spędzamy o wiele więcej czasu niż we własnym domu lub w mieszkaniu. Zdrowy rozsądek nakazuje więc w tym względzie szczególną, estetycznie przyjazną troskę o panujący w nim nastrój, o klimat miejsca, do którego przychodzi nam wracać każdego dnia, bywa, że o różnych jego porach.

Także interesanci, pojawiający się w biurze, kancelarii lub urzędzie, poddani tym nastrojom mogą stać się nie tylko dla nas milsi, ale - co dziś szczególnie wydaje się ważne - zaczną spośród wielu innych miejsc, w których świadczy się podobne usługi, wybierać i preferować - całkiem niekiedy podświadomie - te, w których czują się wyjątkowo dobrze. To wszystko niby drobne szczegóły, ale z wielu badań przeprowadzonych przez modnych dziś specjalistów od marketingu wynika, że często mają one niezwykle istotne znaczenie w powiększaniu zysków firmy.

Sztuka nie tylko potrafi łagodzić obyczaje. Jest w nią także wpisany pewien rodzaj tajemnicy, która kusi i uwodzi odbiorców, każe wracać do miejsc dzięki jej działaniu postrzeganych jako wyjątkowe. I wcale nie do końca jest prawdą, że muszą to być muzealne sale lub specjalistyczne galerie oferujące artystyczne dzieła. Właściciele japońskich banków, którzy na zakup obrazów francuskich impresjonistów wydali miliardy dolarów, dobrze wiedzieli, co robią. Z jednej strony znakomicie ulokowali swoje kapitały, z drugiej - eksponując wspomniane arcydzieła - przyciągnęli do siebie najbogatszą światową klientelę finansową. I w tym wypadku nie jest znowu aż tak ważne - snobistyczną tylko, czy też rzeczywiście estetycznie wysmakowaną. Pewne jest natomiast to, że dokonując transakcji lub tylko prowadząc pertraktacje w towarzystwie dzieł impresjonistów, petent odczuwa nie tylko psychiczny komfort, ale czuje się w szczególny sposób wyróżniony.

Nie trzeba - rzecz jasna - od razu wielkich banków i historycznych arcydzieł, aby poprzez sztukę tworzyć wyjątkowe w swym klimacie punkty. Wystarczy schludny bar i kilka dobrze dobranych plakatów, a po jakimś czasie pojawi się w nim określony rodzaj stałego klienta. Każde publiczne miejsce można uczynić wyjątkowym i przyjaznym człowiekowi bez wielkich finansowych nakładów. Niezbędna jest natomiast potrzeba kontaktu ze sztuką, z jej tajemnicą i nastrojem, jaki tylko ona stworzyć potrafi oraz wyczucie niezbędnej harmonii między rodzajem eksponowanych dzieł a charakterem miejsca, które ona ma duchowo organizować.

Kilkanaście dni temu takie miejsce powstało dzięki kolorowym fotografiom Jakuba Ciećkiewicza w lokalu kancelarii prawnej. Kancelaria stała się więc jednocześnie autorską galerią naszego redakcyjnego kolegi, któremu - krakowskim zwyczajem - przysługiwać powinien tytuł nadredaktora, jako że jest wydawcą cotygodniowego popularnego dziennikowego magazynu "Pejzaż polski", ukazującego się w każdą sobotę. Jakub Ciećkiewicz - z wykształcenia polonista, z profesji krytyk literacki, dziennikarz i redaktor, artystyczną fotografią zainteresował się kilka lat temu. Od razu oddał się temu rodzajowi sztuki z namiętną, cechującą jego osobę, pasją. Taka postawa, uzupełniona artystyczną wrażliwością i prawie malarskim podejściem do utrwalanych przez obiektyw motywów, nie mogła zmienić się wyłącznie w przyjemne hobby. Prawie od razu stała się znaczącą propozycją artystyczną, łączącą w sobie nostalgię z reporterską dociekliwością, wnikliwą obserwację świata z liryczną refleksją. Poważnym artystycznym debiutem Ciećkiewicza były fotogramy zamieszczone w jednym z wyborów krakowskiego poety Józefa Barana. "Krajobrazy serdeczne" - taki tytuł nosiła wspólna książka Barana i Ciećkiewicza - to już dzisiaj poszukiwane przez wielu czytelników i amatorów artystycznej fotografii wydawnictwo.

Na fotogramach Jakub Ciećkiewicz pokazał Kraków - miasto, które niby znamy, o którym mawiamy, że wyjątkowe i magiczne. Gdyby nas jednak zapytać, na czym owa magia polega, z odpowiedzią mogłyby być kłopoty. Ciećkiewicz ową magię dopiero przed nami odkrywa.

ANDRZEJ WARZECHA


Fotografowanie ducha

"Dziennik Polski" 15 maja 2004.

Wystawa jest dość osobliwa - nie poprzez ekspozycję, na którą składa się 35 fotografii - wszystkie bardzo krakowskie, bo przedstawiające znane fragmenty miasta - ale przez lokalizację i osobę autora.

Krakowianie przywykli do kawiarnianych i restauracyjnych wystaw, natomiast artystyczne zdjęcia prezentowane w lokalu kancelarii prawnej to coś zdecydowanie nowego.

Osobliwością jest też postać autora. Jakub Ciećkiewicz, dziennikarz, redaktor "Dziennika Polskiego", w młodości parał się krytyką literacką, często publikował w "Miesięczniku Literackim", a jego szkic w miesięczniku "Poezja", poświęcony Józefowi Baranowi, do dzisiaj - i to często - przywoływany bywa przez interpretatorów twórczości krakowskiego poety.

Od krytyki literackiej, poprzez reportaż, Jakub Ciećkiewicz doszedł do fotografii. Droga osobliwa, ale przypadkowa czy też symptomatyczna? Czy można zaryzykować tezę, że ucieczkę od pióra do kamery spowodowało znużenie słowem, wielosłowiem, nadmiarem słów, a więc - mówiąc najogólniej - tworzywem, z którym codziennie zmaga się każdy redagujący? Być może, jeżeli tak się stało, to Jakub Ciećkiewicz dokonał ryzykownego zabiegu. Uciekając od jednego banału (bo czym jest większość prasowych tekstów, jeżeli nie - przynajmniej w warstwie językowej - banałem?), niebezpiecznie zbliżył się do drugiego.

Kraków - najbardziej obfotografowane miasto w Polsce - nieustannie podsuwa stereotypowe tematy i ujęcia. Jak po raz setny, tysięczny sfotografować Wieżę Ratuszową, kościół Mariacki, Sukiennice? Jak nie wpaść w koleinę wyznaczoną przez pocztówki i liczne albumy?

Można uciec w detal, odkrywać nieodkryte. Można wykorzystać pejzaż jako tło wydarzeń. Jakub Cieckiewicz poszedł inną drogą - szukania nastroju. Krakowskość jego fotografii nie sprowadza się do ich przedmiotu, ale do czegoś nieuchwytnego, co emanuje z murów, atmosfery, nastroju. Ciećkiewicz fotografuje nie tylko miasto, ale także jego ducha, a więc coś, co z pozoru wymyka się rejestracji.

AMK