O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2013-06-22 :: Po śladach Bystronia

Kiedy czytałem "Algier" Jana St. Bystronia, sądziłem, że pojadę po jego śladach na Saharę. Rzeczywistość okazała się paradoksalna. Odbywam podróż wstecz, łażąc po romantycznym Cieszynie, po magicznych zaułkach i mrocznych zakamarkach, zaglądam tu i tam, węszę i wreszcie spotykam dziadka uczonego - Andrzeja Cińciałę. Człowieka, który jako pierwszy na Śląsku Cieszyńskim, zdał sobie sprawę, że jest Polakiem.


„Było nas pięciu Ślązaków – wspomina w pamiętnikach – wszyscy synowie chłopscy, wszyscy ewangelicy, gimnazjaliści cieszyńscy, w jednym wieku i w jednej klasie, wszyscy kostgangerzy, wszyscy Niemcy, chociaż rodzice nasi, ani słówka po niemiecku nie umieli… Tak wyglądaliśmy w roku 1842...”.


Każde dziecko w Cieszynie wie, że Andrzej Cińciała i jego przyjaciel Paweł Stalmach, wyprawili się pieszo, z workami na plecach, do Krakowa, po zakup nielegalnych książek, a potem załozyli: Towarzystwo Cieszyńskie dla Wydoskonalenia się w Języku Polskim, zwane Czytelnią Polską, Bibliotekę Ludu Kraju Cieszyńskiego, a w końcu najważniejszą, istniejącą do dziś, Macierz Szkolną.


Potomek Andrzeja Cińciały należy do ruchu moich przyjaciół z TCW. Nie dziwi nic.



2013-06-21 :: Brnięcie

Pisanie z migreną nie przynosi dobrych skutków. No i w ogóle pisanie w zmęczeniu. Mam 50 stron słownej brai. Ilu potrzeba dni, żeby ją przekształcić w strawny tekst naukowy? Tak bardzo potrzebuję teraz wypoczynku, relaksu, Paryża, Cieszyna, Zakopanego, Tangeru, Dakaru...



2013-06-20 :: W połowie

Po tygodniu pisania mam 50 stron takstu do ostrej obróbki. Wiem już o Cieszynie wiele. Muszę pójść śladami jednego z lokalnych kompleksów: historia Hrabiny Gabrieli von Thun und Hohenstein z.d. Larish von Mönnich, może przyprawiać o rumieniec wstydu. Wielka lokalna findatorka i filantropka zmarła w biedzie, w 1957 roku, niektórzy ją jeszcze pamiętają, starszą panią w staroświeckich pończochach, podpartą na czarnej laseczce. Muszę zorganizować w Cieszynie debatę i wystawę pamiątek pt. "Jestem stela, nie jestem stela". Muszę wywołać debatę pokslo-czeską i katoliicko-ewangelicką. Muszę wejść w Zaolzie. Cieszyn jest mój. To będzie książka.



2013-06-16 :: W drodze

Wszystko odkładam na "po napisaniu pracy". Tymczasem języki już skończone, studia skończone, codziennie mam migrenę i... brnę w kolejne badania do mojego dyplomu: analiza SWOT, analiza stakeholders, Blue Strategy, zarządzanie jakością, geometria pola, techniki marketingu ambientowego,  wolontariat, hard leadership, spłaszczone i wysmukłe struktury zarządzania, design thinking - takim mądry... a równocześnie prowadzę na FB Drogę Wojownika i debatuję z red. Andrzejem o platformie cyfrowej dla jego miesięcznika. We czwartek dojdę (w pracy) do antropologii Śląska Cieszyńskiego i chcę to już skończyć. (Znowu tyję, znowu godziny przy biurku!) Pojadę do Warszawy. Mam sprawę. Rodzinną. Już czas. Tak se postanowiłem.



2013-06-09 :: Studia

Ostatnią sesję na studiach przecięła wielka, całonocna feta u Jasia Gajocha. Się piło. Się śpiewało. Usłyszałem w tę noc, tyle miłych słów, że aż wstyd. Jakoś się zżyliśmy ze sobą, polubili, pozaprzyjaźniali. No i świętowaliśmy też moją nową pracę.  Bo wracam do pracy.



2013-05-31 :: Trzy dni w Cieszynie

Jest coś. Między mną a Cieszynem. Magia? Chemia? Wróciłem po 3 dniach bardzo zmęczony. Przed oczami przesuwają mi się twarze ludzi, którzy robią coś naprawdę i do końca, po ewangelicku, z pasją, na całego. Twarz psycholożki z fundacji „Być Razem” i szefa wolontariatu PKPS, twarze dziewczyn z fundacji „Żywa architektura” i feministek z Krytyki Politycznej, twarz szefowej Galerii Szarej i młodych z TCW, twarz Pani Kalisz ze stowarzyszenia młodzieży twórczej, twarze dyrektorów Książnicy i Muzeum Śląska Cieszyńskiego, no i oczywiście twarz  wielkiej wizjonerki Pani Ewy Gołębiowskiej, która jest personifikacją inspiracji. Twarze lokalnych artystów, koleżanek Michała, ludzi z UŚ-u, którzy przy winie, mówią to co ja.


Z drobnych przyjemności zapamiętałem tradycyjne cieszyńskie ciasteczka, wspaniałe metalowe pasy do lokalnych strojów, cieszyńskie strzelby – wszystko to wciąż jeszcze się wyrabia! No i zapamiętałem kolację w historycznej restauracji Pod Brunatnym Jeleniem, a potem naleśniki z kwiatami bzu, serwowane w stajni pałacu Lariszów. Kurczę.


Gdybym się urodził przed stu laty
i z tobą spotkał
U Lariszów w ich ogrodzie rwałbym kwiaty
dla ciebie, słodka.
Tramwaj by jeździł pod górę za rzekę,
słońce by wznosiło szlabanu powiekę
A z okien snułby się zapach
świątecznych potraw.

Wiatr wieczorami niósłby po mieście
pieśni grane w dawnych wiekach.
Byłoby lato tysiąc dziewięćset dziesięć,
za domem by szumiała rzeka.
Widzę tam dzisiaj nas - idących brzegiem,
mnie, żonę, dzieci pod cieszyńskim niebem.
Może i dobrze, że człowiek nie wie,
co go czeka.
 


 



2013-05-26 :: Fun Page Droga Wojownika

Działa już fun page książki Andrzeja Wojtasa na FB, https://www.facebook.com/pages/Droga-Wojownika/454865134604962?fref=ts serdeczbnie zachęcam do polubienia. Promocja zaczyna się 6 VI w jednostce GROM, w Warszawie. naprzód!



2013-05-25 :: Cieszynka

 Jestem na kursie i ścieżce do Cieszyna. Tak się cieszę! Mam ustawione spotkania, listy pytań, kwestionariusze badań jakościowych, wciąż dzieje się coś nowego, no i praca dyplomowa z zarządzania kulturą w pełnym toku. Przyjadę, zjem śledzia, pobiegam po mieście, spotkam się z Michałem Paluchem – już moim przyjacielem, który rozsadza to miasto energią i jest kimś naprawdę wyjątkowym. Tyle spraw, tyle idei, cieszyniacy naprawdę robią coś niesłychanego. Więc pewnie będzie książka…



2013-05-22 :: Marrakesz w Krakowie

Marokańczycy przyjechali do Krakowa z dwuletnim spóźnieniem, w swoim tempie z Baśni 1001 nocy, co przyjmuję bez  zdziwienia. Nie dotarli na mój festiwal „Barwy świata”, są dopiero teraz. Trudno. Ważne, że w końcu rozbili namioty, rozłożyli towary – kupcy z Fezu, Meknesu, Essawiry. Wielkie święto rzemiosła! Mienią się barwne kiecki, wybuchają zapachy: skóry, drewna sandałowego, perfum. Zupełnie jak na medynie w Marrakeszu.


Niestety, coraz gorzej mówią po francusku. Niestety, nie ma w nich tej specyficznej, intymnej relacji z przedmiotami, którą zauważył Elias Canetti. Czas biegnie, życie płynie, wszystko ulega zmianie. Zostało dobre rzemiosło. Kupiłem wspaniałe lustro, oprawione w kości, wyroby metalowe z Fezu i szal dla Agnieszki. (Kiedyś ją przecież poznam) Jutro wpadnę jeszcze na targ i pohandluję.


Poza tym, cóż. Promotorka zachęca mnie do doktoratu… ciekawe! Serce jednak zostało w Afryce. Czas byłoby do Mauretanii, Mali… Tuaregów. Gdzie jest Errol? Gdzie Światek? Gdzie jesteście przyjaciele moi? Odpłynęli w sinej mgle... 



2013-05-18 :: Nocne żale

Wieczór w La Petite France z Andrzejem, poświęcony m.in. strategii promocyjnej jego książki. Sery, oliwki, wino czerwone rocznik 2007, miałem nie jeść bagietki – jadłem! Na jeden szybki kieliszek przysiadł się Paweł, skrytykował stan miejskiej kultury, wysłuchał zjadliwych uwag o krakowskim Centrum Pompidou i poleciał recenzować spektakl. Kelnerki były zabiegane, ludzi coraz więcej, gwar, ruch, Polacy, Francuzi.


Nocą śniła mi się Afryka. Że od tygodnia piję wodę z kranu, bo sobie zapomniałem… To chyba Uganda? Albo Kongo? Kongo, skoro płynąłem barką z Kinszasy na wschód, do wodospadów Stanleya i miałem w plecaku strzykawkę z antidotum na śpiączkę. W Kisangani ksiądz mówił do mnie: - Uciekaj, to jest straszne miejsce, tu dzieją się rzeczy okropne, potem dopiero piłem tę kranówkę. Rano wstałem smutny…


Andrzej mówi, że wszyscy, którzy odeszli z „Dziennika” są załamani – poza mną. Że mi służy. Że jestem szczęśliwy. Może to prawda. Ale Afryki jednak żal, tych kolorów, zapachów, dźwięku dżungli wieczorem, no i przejmującej ciszy pustyni. Senegal, Algieria, Mauretania, Mali… jechałbym jutro. A co dopiero gadać o Etiopii… 



Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88