O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2008-01-11 :: Powrót syndrom
Odkąd wróciłem z Algierii, z Sahary - nie mogę oglądać telewizji, słuchać radia i prowadzić głupich rozmów. Ciągle jestem pod wrażeniem Tuaregów Kel Ahaggar, z plemienia Kel Rela, z klanu Pana Tadiniego. Rycerzy pustyni - prawdziwych mężczyzn, wśród których facet znów staje się facetem, a kobieta - kobietą. Gdzie ludzie uśmiechają się do siebie, dzielą serdecznym gestem, cieszą każdą chwilą, poszukują spokoju w sercu i harmonii z Bogiem. Często w trakcie samotnych wędrówek po Saharze - na wielbłądzie lub w terenowej toyocie. Żyłem z nimi przez dwa tygodnie i wróciłem odmieniony. Pieprzyć Europę! Pieprzyć Amerykę! Fucking Cowboys - jak śpiewa algierski zespół Gnawa.

2008-01-09 :: Dodałem...
OK. Dodałem zdjęcia z trzech filmów i głupiego Jasia. Zostało mi 20 naświetlonych negatywów i będę nieskromny - szukam sponsora na wystawę, który zapłaci za dalszą obróbkę. Chcę zacząć od sali - najlepsze wydaje się Muzeum Etnograficzne. Potem fotki: moich 40 + jeżeli starczy forsy - zdjęcia Światka, jak ogólnie wiadomo - górna półka europejskiej fotografii. Do tego wykład autora książki o Tuaregach. Arabską muzykę mam, Kasia przyśle mi Tinarowen i Tinde. Do tego, to już betka - żarcie arabskie. Ktoś z ambasady Algierii. Ktoś z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Andrzej i Ela Lisowscy. Telewizja, radio Kraków, Onet, Dziennik Polski. Takie małe, ambitne, zamierzenie.

2008-01-07 :: Zobaczyć Algierię
Powoli dodaję zdjęcia w kategorii "Algieria". Idzie mi ciężko, bo wciąż mam za mało czasu. Zostały jeszcze piękne pejzaże ze slajdów, a także 20 negatywów (niestety, nie mam skanera - muszę iść do kumpla). A więc, Kochani, cierpliwości! W ciągu najbliższych dni zamierzam napisać tekst pt: Sylwester z gwiazdą, czyli Kocham Cię jak Algierię, czyli Ca va huja?, czyli "Wstydzę się, ze jestem Polakiem" - kto wie, o co chodzi, ten wie.

2008-01-07 :: Komunikat
Do wszystkich uczestnikow ekspedycji Algieria'2008
Kochani! Oczywiście zgubiłem kartkę z Waszymi e-mailami, proszę więc, pamiętajcie o przysłaniu mi moich portretów. Zależy mi też szczególnie na płycie Tinariwen, którą, jak wiem, kupiła Kasia.
Dziś dodam na stronę kategorię "Algieria", gdzie wprowadzę kilkanaście zdjęć z fotomatołka. Filmy i diapozytywy za chwilę oddam do wołania i proszę Was o cierpliwość. Każdy dostanie, co zechce. Nagrania z Tinde są w dobrym stanie - również wysyłam na życzenie.
Ściskam po saharyjsku i tuaresku - Wasz - Jakub

2008-01-06 :: Między Mali, Nigrem i Algierią
Wróciłem po ostrej wyrypie: 700 km przez Saharę. Średnia prędkość auta wynosi tam 30 km-h. Nocą temperatura spada do - 5 może - 10. Namioty słabe, oddycha się ciężko. Każdy dostawał około 2 litry wody na dzień - z butelki. Można się tym umyć albo wypić. Jeszcze jestem w Warszawie - więcej po powrocie.

2007-12-23 :: Na walizkach
Pakowanie się do Algierii było aktem tragicznym. Ostatecznie wyrzuciłem wszystko co zbędne - w plecaku zostało 17 kilogramów + litr koniaku zabranego w celach leczniczych. Gorzej ze sprzętem. Plecak podręczny waży 10 kg i nie wiem, jak mnie z nim wpuszczą do samolotu. Zrezygnowałem z obiektywu 17-40 L (i w duchu się cieszę, bo kto wozi na Saharę takie cacka?) ale on był lekki, a tokiny są cieżkie, jak cholera. Mam jeszcze Tamrona 200 - 400 chcę go użyć podczas zachodów słońca. Zabieram monopod. Może niesłusznie? A może będzie robił za kij wędrowca? Gubię się już. Niestety. Nawet nie wiem, gdzie, co mam.
Wszyscy, którzy mi doradzali przy wyjeździe, mówili o piasku na Saharze (też nowina!) i jak zabezpieczać sprzęt. Jedni że kondomami XXL - wielka bzdura! Umyłem je, wysuszyłem - pękły. Drudzy, że woreczkami strunowymi. Byłem w fabryce tych worków, coś pomajstrowałem - no, niby się trzymają - ale trzeba nastawiać ostrość manualnie. Ostatecznie wziąłem folię typu skrecz. Na długo nie starczy, ale...
W ogóle mam nerwówkę. Boję się samolotów, a będę leciał trzema jednego dnia! Ale jak trzeba...
Następny komunikat z Tammanrasset.

2007-12-16 :: Przed wyjazdem
Żyję w biegu, wciąż sobie przypominam, że nie mam czegoś ważnego do wyjazdu na Saharę. Na przykład pojemnika na szczeteczkę do zębów i mydelniczki, albo kropli do oczu, albo manierki na alkohol - też ważne, bo dieta, wiadomo... Zdarzają się też rzeczy niezwykłe. Przemek Osuchowski zapytał mnie czy chcę od niego pożyczyć obiektyw 200 - 400 mm? To chyba jedyny gość w Krakowie, który nie boi się pożyczyć takiej lufy. Jeszcze do Algierii... Niesamowite! Wczoraj kupiłem przez Allegro filtr polaryzacyjny 77 - fortuna! W tygodniu udaję się do Rudawy, do producenta woreczków strunowych, żeby wszystko jakoś popakować. Jeszcze jedno szczepienie - w piątek, w centralnej stacji... Coraz bliżej wyjazdu! I fiuu! Do widzenia. Żegnaj Europo! Witaj wielbłądzie!

2007-12-01 :: Plener na Saharze
Tak, stało się. Przypadek? Nieustanna aktywność w próbie zorganiozwania wyjazdu do Maroka? Coś przeważyło. Przyszedłem wieczorem do domu, włączyłem komputer, otworzył się, jak zawsze, znajomym portalem. Na pasku reklamowym zobaczyłem konkurs literacki z główną nagrodą - trampingiem po Algierii. Nie zapoznałem się nawet z regulaminem, spojrzałem na zegarek, była 20. Prace można było wysyłać do 24.00. Miałem 3 godziny czasu na pisanie i 30 minut na korektę. Napisałem. Posłałem. Rano żona mnie zapytała, co robiłem tak późno. Odpowiedziałem - Brałem udział w konkursie. Machnęła tylko ręką. Od lat nie napisałem reportażu. Od lat organizuję tylko produkcję w firmie. Potem otworzyłem pocztę - przeczytałem, że jadę, zacząłem nerwowo czytać: dokąd ta wyprawa, o co chodzi? Nigdy w życiu nie spotkało mnie coś takiego. Nigdy niczego nie wygrałem. Zawsze, o wszystko,trzeba było walczyć, z różnym zresztą skutkiem. Często przegrywałem. Sukcesy przychodziły po morderczych maratonach pracy. A tu? Proszę... Więc uczę się codziennie francuskiego, piję tran, zwiększam odporność. Pożyczam sprzęt. A teraz najważniejsze pytanie: slajdy czy negatywy?

2007-10-17 :: Człowiek i prostokąt
Impreza, jak zazwyczaj: jeśli prawdziwa, to skromna. Fotograf, żona, dwoje dzieci, grupa przyjaciół, rozmowy, żarty, uściski dłoni, mikrofon przebija się przez szum piwnicy, wibrują nieporadne słowa, kilka nieważkich zdań, które zostaną zaraz przykryte dymem z papierosów i okruszkami z ciastek. Bez znaczenia. Artysta powie, że on właściwie wszystko już wyraził w swoich kadrach. Święta prawda. Więc goście rozmawiają – impreza się rozkręca... Nikt nie ogląda zdjęć na wernisażach.
Fotografia
Malowanie światłem. Ktoś tak powiedział i zostało na amen. Frazes, banał... To było za życia Roberta Doisneau, który chwycił za gardło Paryż milionem tonów rozpiętych pomiędzy czernią i bielą. Most Doisneau. Kto tak fotografował? Pokażcie drugiego, co jednym naciśnięciem migawki wydobywał z nicości: samotnego starca nad szklaneczkę wina, utrwalał zabawy wynędzniałych dzieci, łzy żołnierzy, rozpaczliwe, prowincjonalne śluby, ulicznych żebraków... (A ludzie i tak zapamiętali tylko namiętny francuski pocałunek. Inna rzecz, że piękny!)
Więc może jeszcze... Erwein Schenkelbach!
Profesor Zbigniew Łagocki.
Marian Curzydło.
Jacek Wrzesiński.
Malowanie światłem.
Kędzierski wprowadził własną jakość: malowanie kadrem.
Fotografia. Kraków. Piotr Kędzierski.
Czas go wyłuskać z tłumu. „Urodzony 4. 09. 1964. Nie ukończył żadnej szkoły artystycznej... bla, bla, bla.” Żeby zacząć musimy powrócić. Do walk ulicznych.
ZOMO, kombinat, polewaczka – bicie pałami bezbronnych przechodniów. Czołgi stojące w świetle reflektorów, słynne „uliczki” – cytuję z pamięci obrazy wariata, który był zawsze w samym sercu walki. Malował gniew, nienawiść, pogardę, ból, rozpacz... Namiętności. Tworzył niezapomniane, charakterystyczne kadry. Szerokim kątem. Z dwóch, trzech metrów. („Uwielbia być w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze. Zakamuflowany romantyk”. Bla, bla, bla.)
Podziwiam jego technikę i odwagę.
Kędzierski. Kraków. „Dziennik Polski”.
Zapowiedział się telefonicznie. Przyniósł prace w formacie 40X50 centymetrów, co wywołało wielkie poruszenie, bo po co w gazecie takie obrazy? Po kilku minutach zemdlał z wrażenia. Posadziliśmy go na krześle. Wiedziałem już, że musi z nami pracować na stałe.
Pamiętam tamte zdjęcia: ogolonych neofaszystów z rozwianymi flagami i dłońmi na Sieg heil. Fotograficzną opowieść o godności kombatantów, stojących w pełnym rynsztunku pod Pomnikiem Grunwaldzkim. Twarze demonstrantów wykrzywione nienawiścią. Mnóstwo obrazów, wykonanych charakterystycznym, potężnym kadrem Kędzierskiego. W stylu Kędzierskiego. Opowieść o innym Krakowie. O ludziach walczących. O namiętnościach. Nowe wcielenie... Jamesa Nachtway?
„Jakość przekazu Nachtway’a jest kluczowa. Zdjęcia kadruje precyzyjnie. Obraz jest czysty i atrakcyjny, mimo okropieństwa treści. Takie zdjęcie trudniej zignorować i lepiej zapada w pamięć. Autor nie chce aby jego prace traktować jak sztukę, co nieraz mu zarzucano. Uważa, że przede wszystkim powinniśmy dostrzegać treść fotografii. Dlatego dąży do przejrzystości ułatwiającej odebranie przekazu”.
Piotra przyjęto do pracy bardzo szybko, co w owym czasie graniczyło z cudem. Następnego dnia pojechał pożyczonym maluchem, na własny koszt, do Pragi, żeby fotografować atak antyglobalistów na czeską stolicę. Walki uliczne odbywały się w błękitnym dymie gazu łzawiącego.
Gdyby zrezygnował z koloru dostałby World Press Foto.
Kędzierski. Ekspozycja.
Galeria „Faust” Andrzeja Dawidowicza, Rynek Główny 6, zaprasza na wystawę fotografii Piotra Kędzierskiego...
Milknie szmer rozmów. Ludzie powoli się rozchodzą. Na ścianach pozostaje coś, zaskakującego. Portrety krakowskich malarzy, robione standardowo przy okazji imprez. W jednej, krótkiej chwili. Zobowiązująco. Na temat: człowiek i prostokąt. Czysta konwencja...
To szczególnie trudne. Bo trzeba się odważyć. Złamać zasady. Narzucić własne. Mieć pomysł, tak, a vista.
Obrazy. Portrety. Każdy inny!
Ewa Kuryluk – prześwietlona ciepłym, złotym światłem, na żółtym tle udrapowanych sylwetek.
Cezary Bodzianowski – słynny happener Bodzian – fotografowany po czesku – pochylony w oknie, nocą, w świetle ulicznej latarni.
Andrzej Folfas – którego okrągłe oczy konkurują z białymi kółkami na fakturze płótna.
Bronisław Chromy – twarz spowita w cieniu – niemal rzeźba! Kamień. Ale od tyłu świecą siwe włosy. Magia!
Małgorzata Olkuska – wydobyta z ciemności mocnym, górnym, rembrandtowskim światłem, opiera się o akwarium, w którym... nie ważne.
Aneta Ochwat – różowe tulipany w dłoniach artystki wyznaczają pion, ale tło stanowi wielkie, czerwone koło – więc chwyt ma wymiar estetyczny – Kędzierski świadomie gra i kształtem, i barwą.
Dalej: „Pestka” z kawałkiem błękitu w dłoniach. Carlotta Bologna z ciepłym bukietem żółtych kwiatów na tle niebieskich pejzaży, groźny Jerzy Święcimski, przyszpilony do płótna Adam Wsiołkowski... Wielu.
Artysta wśród artystów.
Piotrze! Wiem jak zrobiłeś te portrety!
Jako kolega: gratuluję.
Jako fotograf – nigdy nie wybaczę.
JAKUB CIEĆKIEWICZ






2007-10-03 :: Czas na Węgry
Nadchodzi koniec ładnej jesieni, podobno od 15 X ma już padać śnieg. Jadę więc na Węgry. Tokaj, Eger, termy, może rumuńska Oradea, gulasz suppe, palacinta gundel, itd. Jeszcze trochę słoneczka. Wracając zobaczę odlot żutawi z Puszty. Fajnie!

Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88