O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2014-04-22 :: Husvet

W Sahach Mistrz skręcił na Homok. Dalej pociągnął na południe, na przełaj, drogą skręconą jak bicz, pełną dziur i krwawych resztek rozjechanych jeży. Przez okno wpadał zielony zapach pogranicza: aromat podmokłej łąki, olszynowych lasków, małych potelek winorośli, spłachetków brązowej ziemi.


Osady były puste i smutne. Ipelski Sokolec, Valosmikola, Salka… Miejscowe kobiety przygotowywały właśnie Husvet: zupę z kiełbasą, steki z karkówki, porkolot, wyrabiały baby... Mężczyźni wypełniali karafki grappą i spuszczali z beczek najlepsze wina.


Istotą tych stron było trwanie. Powolne egzystowanie w świecie prowizorycznym i niedokończonym. Ludzie pogranicza, wkrótce po narodzeniu zapadali w dziwny letarg, przyklejali się do pejzażu, jak ślimaki, kulili w zieleni i brązach - trwali, usiłując przeczekać życie od narodzin do śmierci. Robota w polu była ich wyrokiem i jedynym usprawiedliwieniem przed Bogiem, za zmarnowane życie.


Pociechą mężczyzn było wino, spożywane w przydrożnych czardach i podczas uroczystości rodzinnych. Kobiety rodziły dzieci, a potem gubiły się w setkach domowych obowiązków. Dzieciaki jeździły po okolicy na drewnianych hulajnogach, dorastały do pracy albo umierały. Ludzie pogranicza żyli od pożaru do powodzi, od moru do wojny. Husvet był ich nagrodą, przerwą w odbywaniu kary.


Mistrz zatrzymał samochód. Podszedł do przydrożnego krzewu bzu i zanurzył twarz w stożkowatym kokonie białych kwiatów. Poczuł to.  Słodki, intensywny zapach lilaków, był wonią dzieciństwa. Zapachem babci, która stawiała w salonie wilgotny wazon ściętych kiści, magiczną obietnicę przeżyć, intuicyjną i niejasną.


Prom w Szobie był pordzewiały i pusty. Stateczek, z napisem „ferrybooot, przytwierdzony do lśniącej od deszczu platformy, przypominał dawno zamierzchłe czasy. Tak samo wyglądał kapitan – wąsaty dziadek w podziurawionym swetrze, od którego na dwa metry czuć było palinką. Mistrz wjechał autem na prom i wysiadł. Dunaj był ołowiano szary, pofałdowany drobnymi falami, mokry od wiatru.


Po drugiej stronie, na brzegu, stał zniecierpliwiony Geza. – Cały dzień na ciebie wyczekuję, wino odstane, stara zrobiła pieczeń z kapustą, nie można ciągle odgrzewać…


Kiedy weszli do chaty, gospodarz napełnił kieliszki gęstą juchą. Wino składało się z czterech gron – objaśniał - był tam zweidgeld, kekfrankos i jakieś szczepy z Egru… - Jeździłem z nim do laboratorium, jak we Francji – chwalił się Geza, popatrując czujnie. Mistrz spróbował bukietu. Było w nim lato pogranicza – maliny, jeżyny, porzeczki, wiśnie, dym ognisk i suszone śliwki… Pierwszy łyk oddawał harmonię zapachu. Wino idealnie łączyło mieszaninę soków – przynosiło opowieść o ostatnim roku w życiu okolicy: upałach, wyciskających z ziemi resztki wilgoci, burzach, lotach ptaków, narodzinach i śmierciach - pozostawiając na końcu języka nutę miodu, jak obietnicę zbawienia.


 Na stół wjechała pieczeń z białym, miękkim chlebem, który upiekła Gezowa. Za oknem słychać było ludową kapelę:  Zöld az erdő, zöld a hegy is. A szerencse jön is, megy is. Gondok kése husunkba vág, képmutató lett a világ. Mistrz poczuł, że  Husvet się rozpoczął... 



2014-04-18 :: Powrót Mistrza

Mistrz wrócił. Usiadł w fotelu, nie zdejmując płaszcza, i niedbałym ruchem rzucił kapelusz na stolik. Po chwili milczenia zaczął dyktować:„


Tym wszystkim, którzy odwiedzają tę stronę z życzliwości dla autora, albo wiedzeni ciekawością, co u niego słychać, życzę, na nadchodzące święta, aby nie dali się zwieść tanią ofertą medialnego bleblania i znaleźli w sobie przestrzeń metafizyczną.


Tym wszystkim, którzy odwiedzają tę stronę z nienawiści do autora, żeby go szpiegować, wykrzywiać myśli, szydzić itd. życzę wielu udanych sesji terapeutycznych i skutecznego leczenia preparatem prozac. Czas daje sobie radę z pamięcią”.


Zauważyłem, że posiwiał. Zapuścił wąsy, które oszroniły wąskie wargi, trochę utył. Życzyłem mu napisania książki i w ogóle… Żeby sobie dał radę z losem, w którym pamięć bywa istotniejsza od upływającego czasu. Alleluja!



2014-04-16 :: Rekolekcje dla głuchoniemych

(…)Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z “Naje Fraje”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę(…)
Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.(…)
I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.
I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!



2014-04-16 :: Autoportret

..."Widzę kształt rzeczy w ich sensie istotnym /I to mnie czyni wielkim oraz jednokrotnym..."https://www.youtube.com/watch?v=sK57UDkZ6cY



2014-04-15 :: La boheme

Wracam do przekonania, że szlachectwo zobowiązuje, ideały młodości zobowiązują, że młodzieńcza odwaga może być siłą napędową losu. Trzeba zaryzykować - objechać Afrykę, albo napisać ksiażkę, albo coś... W nocy tłumaczyłem La Boheme. Rano znalazłem taki piękny przekaz: https://www.youtube.com/watch?v=41pW1CveIBM



2014-04-13 :: Tanger

A więc Tanger. Wracam do starych nałogów. Białe miasto - twarzą w twarz z morzem. Delikatne plaże, szaleństwo medyny, w powietrzu unosi się intensywny zapach zioła i haszyszu. "Jeśli masz coś na sumieniu, ze wszech miar tu przybywaj", pisali bitnicy. I słusznie. Tanger to miasto dziwaczne, nierealne, złudne jak sen, miasto hipisów, hipsterów, kochających inaczej, ludzi ze skazą na sumieniu, to punkt przerzutowy Afrykanów w drodze do Hiszpanii. Dekadencja... Zgnilizna moralna... Jak ja to lubię! Pełne zanurzenie! Ale mam też duży powód dziennikarski. Czerwiec? Wrzesień? Jak się tylko doleczę!



2014-04-09 :: Senghor

Femme nue, femme noire/ Je chante ta beauté qui passe, forme que je fixe dans l’Éternel/ Avant que le destin jaloux ne te réduise en cendres pour nourrir les racines de la vie.



2014-04-06 :: I am

I am not African because I was born in Africa but because Africa was born in me - Kwame Nkrumach



2014-03-22 :: Slajdowisko: Jaśminowa mozaika

Wędruję po Tunezji - inaczej. Odwiedzam nocne kluby i stowarzyszenia, interkafejki i uniwersytety, place targowe i medyny. Szczerze rozmawiam z ludźmi o ich życiu. Dwa razy, o mało co, nie dostaję po mordzie. W pałacu Al-Abdellia, w la Marsa, spotykam się z feministkami. W Sfaxie oglądam genialną starówkę, uwiecznioną przez Tomka Sikorę. Płynę na archipelag Kerkennah, gdzie miejscowy lekarz pomaga mi zastrzykami zwalczać wirus. Dzięki temu poznaję niezwykłe miejsce:


Siedem bajecznych wysp otoczonych delikatnymi jak cukier plażami. Błękitne niebo, ciepłe morze, po żółtych naleśnikach płycizn wędrują stada różowych flamingów. Rybacy budują trójkątne pułapki ze splecionych liści palmowych, remontują łódki w zaimprowizowanych stoczniach…


Na Gharbi wysłuchuję narzekań dyrektorki Grand Hotelu, który pechowo kupił dyktator Ben Ali. W Kaierouanie arabska intelektualistka nawraca mnie na islam. W Tunisie oglądam pracę polskich stowarzyszeń, które budują społeczeństwo obywatelskie. Jaśminowa mozaika przyprawia o zawrót głowy! 



2014-03-20 :: Slajdowisko

Ze względu na stan zdrowia termin mojego slajdowiska o Tunezji jest nieco odległy, ale wkrótce pojawi się na stronie Klubu Podróżników Śródziemie. Impreza pod nazwą "Jaśminiowa mozaika" odbędzie się 2 czerwca o godzinie 19. w Piwnicy pod Baranami. Mam nadzieję, że wykombinuję jakiś poczęstunek, będę także rozdawał uściski i swoje fotki. Wpiszcie w kajety już teraz! Termin i miejsce wystawy fotograficznej podam w przyszłym tygodniu.



Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88