O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2010-03-18 :: Wykaz nieodbytych podóży
Nigdy nie byłem w Londynie. Nigdy nie byłem w Paryżu. Nigdy nie byłem w Madrycie. Nigdy nie byłem w Berlinie. Nigdy nie byłem w Brukseli. Nigdy nie byłem w Genewie. Nigdy nie byłem w Amsterdamie. Nie byłem też w: Tiranie, Andorze, Mińsku, Sarajewie, Sofii, Zagrzebiu, Podgoricy, Kopenhadze, Tallinie, Helsinkach, Atenach, Reykjaviku, Vaduz, Luksemburgu, Rydze, Skopje, Valletcie, w Kiszyniowie, Monako, Oslo, Lizbonie, Moskwie, Bukareszcie, San Marino, Belgradzie, Bratysławie, Lublianie, Bernie, Sztokholmie, Ankarze w Prisztynie i Tyraspolu. O Jersey i Wyspach Owczych zamilczę. Dla mnie samego jest to szokujące.

2010-03-16 :: Lektury
Dużo czytam o Hiszpanii i Maroku, bo to chyba kulturowo jedno i to samo. Andaluzja na pewno wdarła się kulturalnie do Afryki, ale z kolei Arabowie pozostawili po sobie w Europie: Alhambrę, wielki meczet w Kordobie i Alkazar w Sewilli. I trzeba wiedzieć, że kiedy przechadzali się po klimatyzowanych! pałacach i wspaniałych ogrodach, prowadząc uczone rozmowy, bo przecież wykształcił ich najstarszy uniwersytet na świecie - Al-Karawijjin w Fezie - nasi przodkowie żarli mięcho pod smrekiem, podpierając się maczugami.
A więc: Maroko zaczyna się w Grenadzie, a kończy w Timbuktu, skąd karawany przywoziły wory złotego piasku. Opiera o Atlantyk, a na wschodzie o Tunezję! Co ciekawe, to jedyny kraj afrykański, który uważa się za Europę i aspiruje do UE. To jedyny kraj Afryki, który nie wstąpił do Unii Afrykańskiej. To jedyny kraj Afryki, który zabiega o Expo i Olimpiadę...
Arabskie powiedzenie mówi: Algieria jest mężczyzną, Tunezja jest kobietą, Maroko jest lwem!
I na koniec anegdota. Pewien młody człowiek, przybył do Fezu po naukę. Dobrze opanował matematykę, astronomię, mechanikę, zajął się wynalazczością, m.in wykonał pierwszy na świecie zegar mechaniczny, organy, liczydło oraz instrumenty pomiarowe. Kiedy powrócił do Francji, oskarżano go o czary, bo pisał po arabsku, i wciąż coś kombinował w swojej pracowni. Mimo to, ponieważ pełnił godność arcybiskupa, mianowano go wkońcu papieżem. To własnie on wpadł na pomysł uniwersalistycznej Europy i koronował na króla Bolesława Chrobrego. Nazywał się Gerbert d'Aurillac, do historii przeszedł jako Sylwester II Wielki.
Taki był wpływ Maroka na formowanie się niepodległej Polski.
I to jeszcze nie koniec. Papież znajazł przyjaźń i oparcie w eremie świętego Romualda, założyciela zgromadzenia kamedułów, gdzie przesiadywał całymi godzinami na rozmowach z Romualdem, ze św. Brunonem z Kwerfurtu i Ottonem III, gdy ten przyjeżdżał do Rzymu. Cesarz nawet kiedyś zaproponował, że złoży urząd i zostanie pustelnikiem, co mu na szczęście wybito z głowy. Pewnego dnia odwiedził ich syn Bolesława Chrobrego. Przywiózł pięknego konia w darze dla eremu. Właśnie wtedy pierwsi kameduli postanowili wyruszyć do Poznania. Przeszli do historii, jako Pieciu Świętych Braci Polaków.
Taki jest wpływ Maroka na naszą duchowość.

2010-03-13 :: Dyskusja
Portal poezja-polska.pl zaprosił mnie do udziału w videodyskusji o książce Domosławskiego. Byłem. Coś tam mówiłem. A sam portal: wspaniała inicjatywa. Niezależna, prywatna, spontaniczna - dobra rzecz. Będę się przyglądął i zachęcam innych.

2010-03-07 :: Polak za granicą
Uważne przestudiowanie portalu MSZ prowadzi do pesymistycznych wniosków. Al-Kaida przeniosła się do Afryki Północnej, a główne centrum terrorystyczne znajduje się w północnym Mali. Bandyci z Tunezji, Algierii, Maroka i Mauretanii - są gotowi porwać turystów dla okupu. W Nigrze krajobraz wojenny. Praktycznie cały Sahel jest wyłączony z podróży. Bo Muammar zablokował wizy, a w Egipcie też czasem coś wybuchnie. Afryka, Afryka...

2010-03-06 :: Francuski
Połknąłem 25 lekcji francuskiego, równo 150 stron samouczka, prawie 3 strony kasety magnetofonowej. Jest ciężko, ale wolę sam w to brnąć, niż chodzić na lekcje, do których nigdy się nie zdążyłem przygotować. Twardo ładuję wiedzę. Na nic innego, poza obowiązkami, nie starcza mi czasu - nocami czytam Domosławskiego. Upada wielki mit dziennikarstwa...

2010-03-05 :: Nauka chodzenia
Chodzi się po kruchym lodzie, po delikatnych krach, ale człowiek tego nie widzi. Sądzi, że wszędzie porozlewano bezpieczny asfalt, z każdego miesca można zadzwonić przez komórkę, a bogactwo gwarantuje nieśmiertelność. Potem wystarczy tylko jeden trzask, żeby przywrócić równowagę między życiem i sposobem widzenia. Kruchość. Tymczasowość. Nietrwałość. Mój podziw budzi rzetelność rzemieślników, budowniczych katedr, dorzucających coś od siebie do strumieni pokoleń. Rzemiosło - jako obrona przed śmiercią.

2010-02-27 :: Samo życie
Narty na Maciejowej - w poadającym śniegu - super! Było może 8 osób na wyciągu. Zabawa od rana - chyba już ostatni raz w tym roku. Wreszcie udało mi się trochę wypocząć. Teraz czytam książkę o Kapuścińskim - jeszcze bez wyraźnej opinii. Piję herbatę. Myślę, że taka sytuacja spokoju, relaksu, bez większych wydarzeń, a co za tym idzie stresów - to jest właśnie szczęście.

2010-02-26 :: Przerwa
W skutek różnych dziwnych zdarzeń ogłaszam przerwę od Afryki i przygotowań do wyjazdu. Zmiany w kompozycji sobotniego magazynu, gdzie publikowałem teksty afrykańskie, przeniosły tę rubryczkę w rejony magazynu piątkowego, ale waham się, czy czytelnik jest otwarty na taką propozycję właśnie w piątek. Korzystając z zamieszania, zapowiedziałem w redakcji, że chcę teraz trochę odpocząć, pojechać na narty i przygotować numer na Wialkanoc. Potem - zobaczymy. W ogóle, wiele spraw muszę przemysleć.

2010-02-24 :: Maroko
Wyjazd do Maroka przeniesiony na kwiecień. Kasia uważa, że tak miało być, i to mnie osłoni przed jakimś niebezpieczeństwem. Jedyne jakie mi przychodzi do głowy to polio, bo moja szczepionka zacznie działać dopiero za 3 tygodnie. Jeszcze się poduczę francuskiego, jeszcze się lepiej przygotuję poznawczo. No, trudno.

2010-02-20 :: Tanger
Czytam teraz wiele o Tangerze i widzę, że będę musiał napisać o Billu Burroughs'ie, Powlu Bowlesie, Allanie Ginsbergu, Jacku Kerouac'ku, moim ulubionym poecie amerykańskim - Lawrence Ferlinghettim, o Orlowskim, Corso, o Jane Auer, a także o Sidi Hosni, Petit Socco, wielkich fetach lat 60-tych, zaszczycanych przez piekną Jacqueline Kennedy i Onasisa. Tylko kiedy ja to wszystko napiszę i gdzie pomieszczę? Materiał jest na dwie kolumny w gazecie - na wielki esej o wypaleniu się kultury amerykańskiej lat 60-tych, hipsterach, bitnikach, itd. Tylko czy ktoś chce o tym czytać? Czy poza mną to kogoś obchodzi? A może właśnie nie trzeba sobie zadawać takich pytań? Tylko robić swoje? Sam nie wiem. Naprawdę.

Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88