O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2010-05-15 :: Słowa i obrazy
Wciąż jeszcze słyszę francuskie i arabskie słowa - szukrun, saha, monsieur, ques'que vous cherche?... widzę obrazy. Mały chłopiec na medynie w Fezie podchodzi do ojca, szefa herbaciarni i całuje go w rękę. W miasteczku, wśrod piachów Sahary, nagle idzie na mnie zwalisty typ. Kiedy stajemy naprzeciw siebie podnosi w górę dłoń i... salutuje. Uświadamiam sobie wówczas, że jestem w wojskowej czapce, z wojskowym plecakiem bundeswehry, w zielonych spodniach... Oddaję mu honory, idę dalej. Wciąż jeszcze widzę twarze...
I pojawia się myśl, żeby dokończyć trasę. Pociągnąć z Casablanki do Essawiry, do Maraskeszu, przez góry do Dades, do Merzugi. I taką sprytną drogą, zagubioną wśród piasków, do Zagory. A jakby starczyło czasu do Mauretanii, do Chinguetti, ale sytuacja polityczna musi się w górach Ardar wyprostować. Na razie Mauretania, ze wspaniałym, najdłuższym na świecie, pociągiem towarowym na rudę żelaza - jest poza zasięgiem.

2010-05-09 :: Fez
Jeszcze nie jeden raz wrócę do Fezu, tym razem tylko prosta myśl: medyna ogarniajaca tysiące rzemiosł i zatrudnień, zajmuje górę, na szczczycie której stoją: biblioteka, uniwersytet i meczet - jako zwieńczenie wszyskiego, czym dysponuje ludzkość. Jest to symboliczne, ale wytasta też z przekonań Fesan, o tym, co mają najważniejszego. Ważniejszego od handlu, konsumpcji i dywanów. Naukę, poezję i religię. "I tak ja widzę przyszłą w Polsce sztukę - jako chorągiew na prac ludzkich wieży, nie jak zabawkę ani jak naukę lecz jak najwyższą z rzemiosł apostoła i jak najniższą modlitwę anioła" - pisał Norwid, słusznie!

2010-05-09 :: Czego się nauczyłem...
Zdjęć przywiozłem zadziwiająco mało. Dwie karty po 4 giga. Dlaczego? Po pierwsze Marokańczycy, najczęściej nie lubią się fotografować, a ja nie robię portretów na siłę. Po drugie: oszałamiające widoki przeżywałem głównie zza szyb autobusu albo grande taxi, więc wiadomo. Po trzecie - urzekła mnie całkiem inna narracja. Po prostu w pewnej chwili zdałem sobie sprawę, że lepszym narzędziem do opisu przeżyć jest słowo. Więc robiłem notatki. Co ciekawe - nie przywiozłem za to fotografi słabych. Wszystkie są przemyślane. Wynika to i z faktu, że robienie zdjęć w Maroku wygląda tak:
Na brzuchu masz plecak. Koniecznie parciany, wojskowy, na klamerki - nic, co rzuca się w oczy. Wewnątrz jest oczywiście gąbka. Na gąbce leży otwarty, duży futerał, w nim spoczywa aparat. Wszystko przykrywasz klapą. Na zrobienie zdjęcia masz około 15 - 20 sekund. Szybko odrzucasz klapę, wyjmujesz maszynę, robisz pstryk i chowasz sprzęt do pokrowca. Wiążesz plecak. Dzięki temu robisz 10 - maximum 15 zdjęć dziennie, potem już 5 - 3. Gdybyś miał auto, byłoby lepiej. Ale nie masz. Może jednak masz talent? On zrównoważy wszelkie niedogodności.

2010-05-09 :: Bohaterowie
Bohaterami tej opowieści są:
- Gerbert z Aurillac, który w 970? roku przybywa do Fezu na naukę matematyki, astronomii i mechaniki, gdzie odkrywa system dziesiętny, istnienie zera i logikę formalną. Po powrocie do Europy staje się największym matematykiem X wieku, konstruuje pierwszy zegar mechaniczny i organy. Jest oszołomiony wielkością kultury arabskiej. Pod jej wpływem tworzy wizję europejskiego uniwesalizmu - jeden cesarz, jeden Bóg, jeden język - łacina! W 999 zostaje papieżem. To on zapoczątkował organizację kościoła w Polsce.
- Porucznik Charles de Foucauld, jeden z największych etnografów XIX wieku. Przebrany w strój rabina, emigranta z Rosji, pod przybranym nazwiskiem wyruszył na śmiertelnie niebezpieczną wyprawę do Maroka, gdzie udawał okulistę i wróżbitę. Po powrocie, po opublikowaniu pracy Reconnaisanse au Maroc, zdobył w Europie sławę badacza i podróżnika, a Towarzystwo Geograficzne w Londynie nagrodziło go złotym medalem. Zafascynowany gościnnością i głęboką religijnością wyznawców islamu nawrócił się na... chrześcijaństwo. Został księdzem. Do mszy świętej wprowadzał elementy Koranu. Umarł męczeńską śmiercią w południowej Algierii. Został świętym.
- Jan Potocki - pisarz, podróżnik, dyplomata. W 1791 przybywa do Maroka, gdzie podczas podróży, wypowiada słynne zdanie: "Na Marokańczyków nie wolno patrzeć przez okulary Europejczyka". Inne jego zdanie, już nie cytowane, brzmiało tak: "W górach Rif są same brzydkie kobiety, bo ładne przeznaczono do przyjemniejszych zajęć." Wędruje po nieznanym kraju. Podczas bitwy o Tanger przesiaduje w namiocie i pisze plan "Pamiętnika znalezionego w Saragossie".
- Paul Bowles - amerykański pisarz i kompozytor, który zapoczątkował modę na Tanger. Autor kultowej książki "Pod osłoną nieba". To on jest rzeczywistym sprawcą mojego wyjazdu i wędrówki. Jadę, podobnie jak jego bohaterzy na południe i docieram do Sahary.
- Tangerczycy - hippisi: pisarze i ideolodzy - Allen Ginsberg, John Barrows, Jack Keruac i inni. Elita światowej literatury. Narkomani i homoseksualiści. Tworzyli w Tangerze swoiste getto, tzw. strefę międzynarodową.
- John Malkovih i Debora Winger - para aktorów, która przemierza Maroko w filmie Bertolucciego "Pod osłona nieba." 1990. Jadę po ich śladach od hotelu Panorama w Tangerze, do fortu na Saharze. Podczas przeprawy przez góry przeżywam podobną przygodę. Malkoviha atakują muchy, mnie dym z zepsutej klimatyzacji w autobusie. W pewnym momencie narracji pojawia się także Marcel Proust, ale to już inna bajka.
- Władysław Cybulski - krytyk filmowy - mój mistrz, przyjaciel Allana Ginsberga, Tangerczyk.
- Kinga Choszcz, Olga Stanisławska, Klaus Brinkbaumer - podróżnicy przemierzający MAROKO. Stale korzystam z ich doświadczeń.
To jest ściąga do przyszłego eseju.


2010-05-06 :: Powrót
Tak, to było wtedy, kiedy dotarłem do ostatniej oazy na Saharze. Właśnie tam, albo gdzieś w pobliżu, rozgrywają się ostatnie sceny filmu "Pod osłoną nieba". Malkovich umiera na tyfus, Debora Winger odjeżdża z karawaną do Timbuktu. Doszedłem do końca fabuły kultowego filmu, a ponieważ cała moja podróż była filmem i obfitowała w wiele cytatów - czekałem, co się teraz zdarzy. Czy ugryzie mnie wściekły pies? Czy pojadę z Tuaregami przez piachy Sahary? Coś powinno się stac, bo tego wymagała dramaturgia. Tymczasem nic. Pozornie nic. Ale coś mnie spieło, coś szeptało do ucha, że muszę wracać. Że nastapił jakiś ważny finał. Jechałem więc non stop 36 godzin do Almerii.
Co się stało? Dopiero w autobusie do kraju dowiedziałem się, że jadę na pogrzeb Pana Władysława Cybulskiego. Pana Władysława, wielkiego znawcy filmu, którego 4 lata zadręczałem dyskusjami o Bertoluccim, Pawlu Bowlesie, Tangerze. Przed odjazdem powiedział - Niech Pan o mnie pomyśli w jakims zaułku medyny. Panie Władysławie - myślałem wielokrotnie. Przez cały czas był Pan obecny w mojej podróży. Wtedy, gdy mieszkałem w Hotelu Panorama, gdzie kręcił Bertolucci i kiedy zwiedzałem wytwórnie filmową na Saharze, i wtedy, gdy jadąc w 8 osób taksówką po bezdrożach o mały włos nie zderzyłem się z żółtą furgonetką opatrzoną surrealistycznym napisem "Ecole Marcel Proust". I myślę, że Pan też był ze mną w starym forcie Legii Cudzoziemskiej. I że Pan już tam pozostał. Razem z Malkovihem.
Bedę czasem wpadał do Pana.

2010-05-04 :: Pora wracac
No, jakos tak... pora wracac. W miedzyczasie cos sie zmienilo w ukladach autobusowych i nie ma juz mojego frachtu Murcja - Genewa. Com sie wczoraj ugadal z Hiszpanami (oni tylko po swojemu) ze musza mi wystawic bilet do Barcelony i przesadzic do Genewy. Niby sie udalo, ale nie wiadomo z jakiego peronu odjedzie ten bus miedzynarodowy. A bedzie to w nocy....
Ale jako sie rzeklo - pora wracac. Wczoraj zlamalem zab. Robi sie zimno. Mysle, jak wiele razy w Maroku (gnany uzasadniona potrzeba) usiadlem niechcacy na deche w kiblu. Moze nic... Pora do pracy, choc teraz, po miesiacu wloczegi, brzmi to jakos surrealistycznie. Autobus mam za 2 godziny. W droge.

2010-05-04 :: Ta historia...
Ta historia zaczyna sie na dworcu autobusowym w Krakowie, ul. Bosacka 2, gorna plyta, a konczy na Gibraltarze.
Ta historia zaczyna sie podczas fiesty w Murcji, gdzie bawi sie i tanczy cale miasto, a konczy na placu Jemma el Fna, podczas conocnego jarmarku cudow.
Ta historia zaczyna sie w Alhambrze, a konczy w medresach, meczetach i palacach Fezu, Meknes, Mulaj Idris, Marakeszu...
Ta historia zaczyna sie w hotelu Continental w Tangerze, gdzie Bertolucci nakrecil film Pod oslona nieba, a konczy w hotelu La Perla w Almerii, gdzie Clint Estwood wypoczywal po pracy nad spagetti westernem.
Ta historia zaczyna sie wraz ze spotkaniem pierwszych Afrykanow w Hiszpanii, a konczy impreza integracyjna na plazy w Algeciras.
Ta historia ma wiele poczatkow i wiele zakonczen.
Jerst wielowatkowa.

2010-05-03 :: Uliczna burda
Bylem juz bardzo zmeczony. Po nieprzespanej nocy, spedzonej w cuchnacym, obrzydliwym hotelu Ali w Marakeszu za 20 euro. W upale 30 stopni ciagne 20kilowa walizka i dzwigam plecak. Nagle przyczepia sie do mnie uliczny sprzedawca okularow. Strasznie nachalny. Widac, ze nie jest fachowcem, moze dopiero zaczyna, dlatego chce na mnie przetestowac wszystkie numery jakie sobie przygotowal. Spotykam takich 10 dziennie i daje sobie z nimi rade, ale teraz jestem po prostu wsciekly i zmeczony. Mowie raz - Merci, dwa, nie dziekuje, jestem z Polski, nie mam pieniedzy, nic. Wreszcie odwracam sie juz zly i mowie po polsku - Spieprzaj. Facet eksploduje - Fuck you! Ja nie wytrzymuje. - No, you. Zaczynamy sie licytowac. Po chwili pojawia sie jego kolega. Instynktownie klade reke na pojemniku z gazem. Temperatura rosnie, nagle stracilem kontrole nad sytuacja i nad soba. Nie wiem co bedzie. I wtedy otwieraja sie drzwi zakladu fryzjerskiego, w ktorych staje olsniewajaca czysty policjant z drogowki. W tej sekundzie i ja i chlopcy znikamy. Trzezwieje. Jestem zly na siebie. Wywolalem burde uliczna w kraju arabskim nie wiadomo jak by sie ona skonczyla, co chlopcy mieli w kieszeniach i po czyjej stronie stanelaby policja. W dodatku, chlopak, jak chlopak - moze pozyczyl pieniadze na te okulary i strasznie potrzebowal je sprzedac? Ale ja juz poczulem, ze zaczynaja mi puszc zac nerwy. Ze powinienem wracac.

2010-05-03 :: Nagolenniki
Tyle sie naczytalem w Polsce o wsciekliznie panujacej w Maroku oraz o wezach na poludniu kraju, ze postanowilem sie jakos zabezpieczyc. W tym celu, w hurtowni spawalniczej, nabylem nagolenniki spawacza, produkt polski, skora, gatunek drugi. Wiozlem je przez cala Europe az wreszcie dotarlem do Zagory. Jade na Sahare. Ale jakos wstyd je wkladac, wzialem wiec nagolenniki do siatki. Gdy tylko usiadlem w kawiarni na kawe wylecialy 3 psy i juz bylem w ochraniaczach. Jade. Docieram do Mhabitu. Berberzy pytaja co mam na nogach. Czy sa to ochraniacze motocyklisty. Mowie ze nie, ze slyszalem, ze sa u nich weze... Myslalem, ze moje slowa powita salwa smiechu, a tu podziw. No, no, ale fajne, twarde, skuteczne, dobre. Weze tu panie takie, ze jak cie ugryzie to zrobisz trzy kroki i koniec. Nagolenniki staly sie wiec przebojem Sahary.

2010-05-02 :: Suma
Przejechalem 10 tysiecy kilometrow: autobusem, pociagiem, grande taxi i taxi kolektywna. Bylem wszedzie.
Mieszkalem w chlewie dla swin, w wieloosobowym schronisku, w rodzinie arabskiej oraz w ekskluzywnym hotelu, gdzie Bertolucci krecil film Pod oslona nieba.
Widzialem marokanska czestochowe i miasto upadle - Tanger, olsnil mnie Fez, a Marakesz zauroczyl, choc nie bezapelacyjnie.
Poznalem gory Atlas i Sahare, Rifenow, Berberow udajacych Tuaregow i prawdziwych ludzi pustyni.
Raz wywolalem uliczna rozrobe, raz nauczylem pasazerow wieloosobowej taksowki zabawy polegajacej na nasladowaniu glosow zwierzat.
Jadlem rzeczy wysmakowane i pichcone na chybcika na przydroznym grillu.
Widzialem najwznioslejsze przejawy sztuki arabskiej i najprymitywniejesze wioski gorskie.
Przez caly czas hamowalem zlosc. Na naciagaczy, oszustow, lobuzow, cwaniaczkow, ktorzy polowali od switu na turystow. Jedni z nas, jezdzacych po Maroku, znosili to lepiej inni gorzej - ja po 3 tygodniach mialem juz serdecznie dosc.
Teraz jestem w Almerii i nie musze wyjasniac jak tu jest klawo. Kapiele w cieplym morzu itd. Jutro jade do Murcji, A pojutrze mam autobus do kraju.

Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88