O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2010-06-03 :: Pisanie
Porządkuję notatki, wszystko gra, dużo materiału, jest z czego pisać. Ale wchodzę też w teksty dotyczące Tangeru, no i tu zaczyna się wielka historia. Może nie moja, ale nie chcę jej ignorować. Pominąć Bowlesa, Burroughsa, strefę międzynarodową wolnego handlu, odmieńców i narkomanów lat 30 - 60., to tak, jakby opisać Rzym, nie wspominając o papieżu. Bez smaku. No, będzie trudno, bo widzę, że i Fes i Marakesz, to są osobne teksty, a Alhambry pominąć też nie sposób. Zapowiada się długi esej! Niestety.

2010-06-02 :: Twórczość
Zdarzył się cud i odnalazła mnie Pani Danuta z Tangeru, a ja mogę wreszcie o wiele spraw zapytać u źródła. Przeglądam sobie zdjęcia, przypominam różne przygody i myślę, że Maroko jest jak narkotyczny sen. Mnóstwo w nim barwy, wspaniałe smaki, szalona muzyka i pewna prawdziwość w ludziach oraz w przedmiotach, które wykonują. Do tego wielka odmiennośc kulturowa. - Wszystko jest kwestią smaku. Najważniejsza rzecz, proszę pana, trzeba mieć smak. Świat wyglądałby inaczej, gdyby trochę więcej ludzi miało odrobinę więcej smaku... Co myślmy dali światu? Myśmy dali poezję, miniaturę i dywan. Jak pan widzi, z wytwórczego punktu widzenia same bezużyteczne rzeczy. Ale właśnie w tym wyraziliśmy siebie. Myśmy dali światu tę cudowną, niepowtarzalną bezużyteczność... - mówi pan Ferdousi - sprzedawca dywanów.

2010-06-02 :: Pisanie
Na razie jest mozolne zbieranie nateriałów. Niby już wszystko mam, ale ile tego! 35 stron maszynopisu notatek na www, kilka na FB, notes podróżny, artyluły Kasi Jareckiej o Maroku - potęga wiedzy, każdy po 20 stron, przewodniki, reportaże, wspomnienia. Mega biblioteka! Snują się jakieś pomysły... ale tu trzeba tak, jak się robi dywan: zapierdalać różnymi nitkami na krosnach. Ogarniają mnie obawy. Jak sobie dam radę? Jak ja to poukładam? Może niepotrzebnie?

2010-06-02 :: Czas narracji
W gruncie rzeczy mniej chodzi o fakty, a więcej o narację. Fakty mało kogo obchodzą. Miłośnik historii - Paweł Stachnik, zachęcał mnie ostatnio, żebym olał w opowieści o Maroku postaci Sylwestra II, Ojca Karola i Jana Potockiego, żebym zapomniał o kontekście afrykańskim, a skoncentrował się na przygodzie i opowiadał o tym, jak popijałem koniakiem chleb, dla zabicia zarazków. Bo przygoda, jeszcze kogoś interesuje. No ale czy mnie interesuje? Czy ja jestem 30 letnią Kingą Choszcz? Raczje nie. Oczywiście, trzeba ten materiał jakoś wyważyć. Ostatnio słyszałem fabułę książki, czy filmu??? w której złapany zbieg mógł się wykupić tylko pod warunkiem, że uwiedzie słuchaczy opowieścią. Jakiś wariant 1001 nocy, ale śmieszny. Łatwo zresztą powiedzieć!

2010-05-29 :: Pan Władysław
Starszy pan uśmiechnął się lekko i spojrzał na mnie zza grubych szkieł ciemnych okularów. – A więc Tanger!
-Hotel Continental. Apartament Johna Malkovicha – wyrzuciłem z siebie jednym tchem.
Starszy Pan zaciągnął się papierosem i strzepnął popiół do miniaturowej, srebrnej popielniczki, którą trzymał w dłoni. Stojąca na biurku plastykowa lampka oświetlała jego twarz bocznym światłem, jak w klasycznych filmach z lat 60. Reszta kadru tonęła w półmroku.
Wokoło było cicho, ciemno - praca w redakcji magazynu Piątek już się zakończyła. O takiej porze, jak co tydzień, dyskutowaliśmy o filmie: „Pod osłoną nieba”.
– Tanger, powtórzył z nostalgią Pan Władysław. – Uwiódł mnie złodziejski urok tego miasta…
- Zna Pan Maroko? - Byłem zaskoczony, bo nigdy wcześniej nawet się nie zająknął, że kiedykolwiek przebywał w Tangerze.
Ale taki był właśnie pan Władysław.
Był Sfinksem.
Mitem i tajemnicą.
Gdybym miał o nim powiedzieć coś konkretnego… to chyba tylko to…
…że kiedyś, w kawiarni, podał cukierniczkę Marlenie Dietrich…
Że bywał na festiwalach w Cannes.
Że chodził na spacery z Romanem Polańskim.
Że kiedy do Krakowa przyjechał Allen Ginsberg, pierwsze kroki skierował właśnie do Pana Władysława…
A właśnie. Kiedy poznali się z Ginsbergiem? W Nowym Jorku? Paryżu? Czy w Tangerze? Pewnie jednak w Tangerze, gdzie elita światowych pisarzy, poetów i malarzy, stworzyła w latach 50-tych artystyczne getto. Właśnie tu, w hotelu… w pokoju nr 9, w narkotycznym zamroczeniu, William S. Burroughs pisał manifest hippisów – Nagi Lunch. A Allen Ginsberg i Bob Gysin, usiłowali z setek stron, porozrzucanych na podłodze, posklejać zwartą powieść.
Czy Pan Władysław był jednym z redaktorów zakazanej książki? Czy słuchał słynnego „Skowytu”: „Boże dałem ci wszystko i teraz jestem niczym.”„Widziałem najlepsze umysły mojego pokolenia zniszczone szaleństwem…”, czy czytał w maszynopisie słynną powieść Jacka Kerouaca „On the Road”? Czy był przy narodzinach Beat Generation?
Nie odważyłem się zapytać.
Od czterech lat, od chwili, kiedy podjąłem przygotowania do wyjazdu – omawialiśmy tylko jeden temat. Analizowaliśmy film Bertolucciego: „Pod osłoną nieba”, nakręcony na podstawie powieści Powla Bowlesa.
„Rok 1947, Nowy Jork. Kompozytor Port Moresby (John Malkovich) i jego żona, pisarka Kit (Debra Winger), wyruszają w podróż po Afryce Północnej. Mają nadzieję na odzyskanie dawnej wzajemnej fascynacji i sensu życia. Towarzyszy im przyjaciel George Tunner (Campbell Scott), pozbawiony zasad próżniak.
(..)Zafascynowani przyrodą i kulturą Afryki bohaterowie przemierzają nieokiełznane przestrzenie... Tajemnicza kraina wciąga, ale zmiana dotychczasowego stylu życia okazuje się być próbą niezwykle trudną. To co miało zbliżać, w rzeczywistości oddala od siebie małżonków, a prawda i złudzenia zaczynają się im mylić coraz częściej. Nieprawdopodobne wydarzenia zdają się nie docierać do ich porażonej ogromem doznań świadomości. Rozpoczyna się walka z własnymi uczuciami i stopniowe poddawanie się przeznaczeniu. Oboje przekonują się, że trudno pojąć Afrykę i jej specyficzną kulturę, ale jeszcze trudniej zrozumieć samych siebie… Podczas wyprawy na pustynię dochodzi do dramatycznego wydarzenia... (Filmweb)”
W ostatnim roku naszych dyskusji Pan Władysław zwrócił uwagę, że końcówka filmu to zapis halucynacyjnych wizji bohaterki. Teraz wreszcie mogłem się popisać wiedzą afrykanistyczną i dowieść, że Bertolucci pozostaje wierny najdrobniejszym szczegółom stroju, jedzenia, przedmiotów, zachowań i obyczajów saharyjskich Tuaregów. Więc jeśli końcówka jest halucynacją, to dlaczego tak realistyczną?
Podajemy sobie ręce. Ostatni raz. – Niech Pan westchnie za mną w jakimś zaułku Tangeru – rzuca Mistrz, drobny pan w czarnych okularach, znawca kina, czarodziej i artysta, który mieszkając w Krakowie, należał równocześnie do światowej elity intelektualnej.
Ściskam kruchą dłoń. Mówię, że trochę się boję samotnej włóczęgi. – Ale Pan to przełamie – odpowiada z taką pewnością w głosie, że odczuwam spokój.
Z drogi wysyłam do niego e-maile, umieszczam je na stronie internetowej, z nadzieją, że ktoś przekaże, opowie... Bo jeszcze nie wiem...
Czas na film.
Jakub Ciećkiewicz – „Le voyage de Sahar“.
Klaps. Narracja się rozpoczyna.


2010-05-26 :: Skończyłem
Skończyłem dodawanie zdjęć z Maroka. Ostatnia zakładka to Maroko - rokoko. W przyszłym tygodniu zaczynam pisać. Zamierzam wyrzucić z siebie 80 stron maszynopisu. A może to wszystko razem wydam?

2010-05-23 :: Nowe zdjęcia
Wciąż dodaję zdjęcia na stronę - zapraszam do zakładki Maroko.
Jeśli powstanie album poetycko - fotofraficzny, to wiersze powinny być w kolorach: zielonym, czerwonym, żółtym i niebieskim, inicjały - białe, zrobione z lapliczek Alhambry, a okładka z ornamentu arabskiego, który specjalnie sfotografowałem. Oczywiście, ponieważ coś wiemy o miejscowej kulturze, zdajemy sobie sprawę, że barwa zielona jest święta, niebieska... też ma swoje ważne znaczenie...

2010-05-21 :: Wciąż jeszcze widzę ich twarze…
Chciałem przeczytać wielki testament Arabów.
Chciałem przemierzyć kraj, który historycznie zaczyna się w niebiańskiej Alhambrze, a kończy w złotodajnym Timbuktu. Który rozciąga się od świętego Kerouanu w Tunezji, po Mauretanię i Saharę Zachodnią.
Chciałem poznać grzeszne miasto Tanger.
Chciałem odszukać tereny upraw marihuany w Górach Rif i znaleźć leśne obozy, w których mieszkają uciekinierzy z całej Afryki, w oczekiwaniu na nielegalny szmugiel do Europy.
Chciałem pokłonić się świętemu miastu Fes, gdzie na ogromnej górze, od 1200 lat rzemieślnicy przekazują sobie tajemnice fachu, a na zwieńczeniu zakwita nauka – w najstarszym uniwersytecie świata.
Chciałem nocą pić herbatę miętową na tarasie Grande Cafe de France w Marakeszu i słuchać szalonego odgłosu piszczałek berberskiej kapeli.
Chciałem pojechać na Saharę, żeby zaspokoić wielką, narastającą tęsknotę za pustynią i światem Tuaregów.
Chciałem zrobić zdjęcia do afrykańsko-arabskich wierszy Elżbiety Wojnarowskiej.
Musiałem się nauczyć mówić po francusku.
Musiałem przemierzyć 10 tysięcy kilometrów: autobusami, autostopem, koleją, grande taxi.
Musiałem mieszkać w noclegowniach, w których tylko śpiwór dawał ochronę przed brudem, i w domach Berberów. Jadać w przydrożnych grillach i na ulicach miast.
I choć wydałem wszystkie oszczędności - wróciłem spełniony.
Zrobiłem 360 zdjęć. Zapisałem notes.
A przed zaśnięciem wciąż jeszcze widzę ich twarze, wciąż jeszcze słyszę ich głosy…


2010-05-19 :: Szukam Pani Jagiełlo
Szukam Pani Jagiełło z Tangeru, której bliskim robiłem zdjęcia, a nie wiem gdzie je przesłać. Jeśli wejdzie Pani na moją stronę, to poproszę o e-maila. Pozdrowienia - Jakub

2010-05-16 :: Nowe zdjęcia
Nie wytrzymałem, dodałem kilka zdjęć na stronę. I oczywiście, kiedy je zobaczyłem na notebooku, od razu zacząłem sie martwić. Istotą tych fotografii jest kolor. Tymczasem ja nie mam monitora, który dokładnie oddawałby barwę. Wszystko jest robione na pi razy oko i to już mnie zaczyna złościć. Giną półtony, a cała praca nad przygotowaniem obrazu jest bez sensu. Ale nie wydam przecież kilku tysięcy na monitor! Dlatego postanowiłem co do jednego: nigdy więcej nie dam zdjęcia do publikacji za darmo. Niech się znajomi obrażają albo niech kupują. Nie stać mnie na robienie innym takich luksusowych przyjemności.

Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88