O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2011-07-26 :: Senegal

Senegal mnie interesuje coraz bardziej. Mam kumpla z Dakaru, studiuje w Krakowie dziennikarstwo i dorabia w sklepie afrykańskim, ma mi pokazać świat Senegalczyków. To ciekawe. Coraz częściej myślę o długiej podróży.  Prędko ona niestety nie nastąpi, ale spróbuję się dobrze przygotować: językowo i kondycyjnie. Start z Casablanki - Dakar - Bamako - Timbuktu - Agadez - Ouagadugu - finał na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Marzeniem pozostaje udział w Fespaco i w Festiwalu Desert. Muszę to zrobić. Zrobię to.



2011-07-23 :: Prosta idea

W sumie chodzi o to, żeby mieć prostą ideę:Wangari Maathai i OryOkolloh mnie inspirują. Pierwsza zaczęła sadzić drzewa i posadziła ich jak dotąd 30 milionów, druga poprowadziła bloga, który zmienił myślenie w całej Afryce. Oczywiście upraszczam. Jak się Wangari wzięła za ochronę środowiska w Kenii, to zaraz trafiła do więzienia, a Ory zaczęła kontrolować internetowo polityków, którzy jej teraz nienawidzą. Chodzi o to, żeby mieć jeden, prosty pomysł. Jeden cel. Dla mnie tym celem jest dłuższy wyjazd do Afryki Zachodniej. Co mu służy? Nauka francuskiego na sto procent, czytanie książek, spotykanie sie z odpowiednimi ludźmi. Co mu nie służy? A chociażby tracenie czasu na festiwale. Muszę się bardziej zdyscyplinować. Sprowadzić wszystko do jednego celu, odrzucić rozmaite pokusy zabierające czas. Czas ucieka.



2011-07-23 :: Absurd

Moja działalność na rzecz Festiwalu Maroka, w sytuacji w jakiej się znajduję - jest absurdem. Pracuję już nad tym projektem 5 miesięcy, wysłałem setki emaili i sms-ów, poświęciłem dziesiątki godzin wolnego czasu, 2 razy byłem w Warszawie, wydałem ponad 2 tysiące złotych z własnej kieszeni. Tymczasem pomoc miasta jest iluzoryczna i składa się głównie z obietnic. Nie mogę nawet wyprodukować własnej wystawy fotograficznej, bo przyznane pieniądze są płatne z dołu, w październiku i żaden zakład nie będzie tyle czekał. Marokańczycy, cóż... malarka, która obiecała wystąpić w Krakowie nie podtrzymała kontaktu i trzeba było ściągać kogoś innego. Emir przedstawia się jako człowiek czynu - jeszcze go nie poznałem. KBF, coś tam niby... zobaczymy. Poza SiOKIEM i Salonem Anny Dymnej - wszystko idzie niemrawo. Tymczasem na głowie mam katastrofę budowlaną w domu, ściganie niesolidnych wykonawców, opinie rzeczoznawców, porady prawników, próbę naprawienia szkody i wynajęcia lokali, a od września czeka mnie walka o nową pracę, nie wiadomo jaką, i do tego mam różne problemy rodzinne. W tej sytuacji i przy takich wiatrach wypadałoby - bez zażenowania - zwinąć żagle. Pewnie tego nie zrobię, ale... nigdy więcej w życiu nie zabieram się do robienia imprezy bez pieniędzy. To się dziś po prostu już nie udaje. I te pieniądze są. Są rozdawane. Znajomym królika. A poza tymKraków nie nadaje się do takich imprez. Ani trochę. Za dużo liczenia grosza, za mało fantazji.



2011-07-20 :: Kraków - Afryka

Dziś przybył z Katowic emir Jabiry, na umówione przez miasto spotkanie z dyrektorem Muzeum Historycznego, w sprawie prezentacji jego kolekcji broni, strojów i rękopisów na festiwalu. Pan dyrektor powiedział nam, że wystawa ma szansę zostać pokazana, zwłaszcza jeśliby był jakiś grant... w roku 2013! W mieście wszyscy wtajemniczeni są teraz na urlopach. Emir z żoną bez parasola chodzą po zalanym Krakowie i nie tracą poczucia humoru. Poważny człowiek, w niepoważnej sytuacji. (A narzekamy, że u nich ciężko coś załatwić). Tylko w SiOKU miło, no i w Shisha klubie, gdzie od razu przechodzimy na arabski. Jeśli pokazać gdzieś pyszną kolekcję emira, to gdzie? Instytut Francuski? Współnota Polska? Gdzieś blisko, skoro o 17 planujemy wernisaż, a o 18 otwarcie imprezy w SIOKU? Co robić? Tak mi szkoda energii, entuzjazmu, czasu i zaangażowania ludzi, którym nikt nie płaci za robotę...



2011-07-19 :: Wynajem

Mimo tragicznej sytuacji z remontem i procesem na głowie,  próbuję wynająć mieszkanie. Mam 2 pokoje umeblowane - świetne dla psychoterapeutów na gabinety - ale jak do nich dotrzeć? Przyziemie próbuję wynająć na portalach internetowych. Coś trzeba robić! Jakoś się ratować... Kurczę, a było już tak dobrze! Wszystko szło, planowałem kolejny wyjazd do Afryki, tym razem do Senegalu może? Mali może? Się układało. I nagle lufa. Ryp, ryp - padasz na deski. Jeszcze mało, no to kopa. I pałą. Potrwa to lata zanim sie wydobędę z kłopotów, a ile tych lat jeszcze mi zostało? Kiedy dom przeciekł, robota się zaczęła kończyć, nadciągnęły i inne problemy, po raz pierwszy pomyślałem o  sprzedaży. Już nie daję rady. Nie daję rady.



2011-07-18 :: Ciemno ciemno

Właściwie przeżywam teraz najgorszy okres swego życia. Po 10 latach reontu domu wracam do punktu wyjścia - czyli do procesu sądowego z wykonawcą, a potem do naprawiania izolacji, co długo potrwa, bo kwoty będą straszne. W pracy sytuacja jest niestabilna. O życiu osobistym wolę nie mówić. A festiwal pochłania dużo czasu i pieniędzy. Wydałem już na pewno ponad 2 tysiące złotych z własnej kieszeni i postanowiłem - ani grosza więcej. Bez jaj. Maroko to bogate państwo,  Kraków nie jest bankrurtem, a ja Rockefelerem. Najwyżej nie będzie wystawy fotograficznej, warsztatów dla dzieci, czegoś tam jeszcze. Takie jest życie. Piszę to, oczywiście z goryczą, ale dopóki przedsiębiorca nie będzie mógł odliczyć sponsoringu od podatków - no to dupa blada. I tak też jest. Blada, biała dupa.



2011-07-16 :: Artyści i sponsorzy

Dziś mieliśmy odebrać wystawę fotograficzną z odroczoną fakturą płatności, tak, aby miasto pokryło koszty sponsorskie w październiku, tuż po festiwalu. Mieliśmy, ale nie odebraliśmy. Zakład foto musiałby wyłożyć własną forsę na papier i zamrozić ją, czyli kredytować festiwal. Tymczasem nikt niczego nie będzie kredytował. Bo dlaczego? Najgorsze jest to, że jak się już znajdzie sponsora, to chce nam ofiarować nagordy na konkursy, jakieś swoje wyroby i produkty, a ja nagrodami nie zapłacę przecież za zrobienie zdjęć i foloiwanie. Dlatego apeluję do wszystkich przyjaciół Festiwalu - rozejrzyjcie się, napiszcie, zadzwońcie. Pomóżcie!
Po południu spotkałem się z Panią Anną Dymną i pozostaję pod słonecznym wrażeniem jej osobowości. Artystka zaprosiła nas do swojego Salonu, gdzie prof. Adam Rybiński opowie o Tuaregach, aktorzy przeczytają wiersze przetłumaczone przez Józefa Barana i Aśkę van der Bruk, Małgosia Kujawa zatańczy, a Marcin Urzędowaki zagra na bębnie. Być może przybędzie też wiszący w powietrzu Tuareg ze Słowacji. Przydałoby się 15 butelek marokańskiego wina. Może załatwimy. W każdym razie złe wrażenie poranka naprawiła serdeczna i bardzo dla nas ciepła Pani Anna Dymna,  z którą rozmawialiśmy o kobietach pustyni, honorze Tuarega, poezji Sahary i w ogóle wznieśliśmy się na wyższy poziom niż szara codzienność żebrania i klecenia Festiwalu.
Dzięki czemu się ten Festiwal posuwa? Dzięki ludziom!!!



2011-07-15 :: Dziennik sprzedany - dokończenie

Inaczej się pisze post dla 10 odbiorców, inaczej dla 200. Mój wpis na blogu z 1 lipca „Dziennik Polski sprzedany” był adresowany do stałych czytelników – wujostwa w Kanadzie, rodziny kuzyna w Warszawie i kilku przyjaciół z afrykańskich szlaków. Potem ktoś go nieoczekiwanie linkował, umieszczał na FB, jednym słowem bardzo szeroko rozpowszechnił. Dzięki temu wpis zrobił nieoczekiwaną karierę. Muszę przyznać, że mnie to zawstydza.


Dlaczego? Bo gdybym pisał dla większej grupy ludzi musiałbym zrobić odpowiedni wstęp. Chciałbym wtedy powiedzieć, że praca w DP przez całe lata była dla mnie fascynującą przygodą. Cotygodniową wariacką próbą tworzenia obrazu świata wspólnie z wielkimi indywidualnościami i wspaniałymi ludźmi: Bogdanem Wasztylem, Wackiem Krupińskim, Zbyszkiem Bartusiem, Włodkiem Knapem, Jackiem Świdrem, Wieśkiem Ziobro, Adamem Rymontem, Ewą Piłat, Beatą Chomątowską, Kasią Kobylarczyk, Grażyną Starzak, Elą Borek, Agnieszką Malatyńską, Jolką Antecką, Andrzejem Koziołem, Łukaszem Gazurem... i wieloma, wieloma innymi. Znałem ich i ich sposób budowania świata. Podążałem za nimi w wyobraźni. Czułem się reżyserem magicznego spektaklu, facetem, który zapala reflektory i daje znać muzykom, że już czas na uwerturę. A po druku bywało, że odczuwałem dumę, bo należałem do najlepszego zespołu dziennikarskiego w Polsce Południowej. Jeśli ktoś nie pracował w Dzienniku, to nie był najlepszy!


Dowodziło nami 4 panów. Jacy byli? Ktoś powie od razu, że skąpi. Ja mam jednak bardziej rozbudowane wspomnienia. Prezes Tomasz Domalewski w krytycznej sytuacji uratował moją mamę – która dzięki jego pomocy znalazła się w klinice kardiochirurgii i prowadzona przez wytrawną lekarkę, żyła jeszcze dobrych kilka lat. Czy można o czymś takim zapomnieć? Prezes Wojciech Taczanowski... dzięki jego decyzji Jagiellonia złożyła i naświetliła bezpłatnie dwa albumy fotograficzne sygnowane nazwiskiem Ciećkiewicz. Czy można o czymś takim zapomnieć? Prezes Czesław Niemczyński był świetnym naczelnym, dawał mi wolność kreacji, otwarty na każdy pomysł, przydawał pracy posmaku przygody. I, w przypływie serdeczności, posłał mnie kiedyś do Tunezji. Czy można o czymś takim zapomnieć? Prezesa Antoniego Kowalskiego zapamiętałem jako bardzo kulturalnego i miłego pana. Nie miałem z nim wielu kontaktów.


Dlatego było mi żal, że prezesi nie znaleźli w sobie dość odwagi, żeby pożegnać się z zespołem dziennikarskim, tak, jak sobie na to zasłużył. I napisałem post „Dziennik Polski sprzedany”. Jednak teraz, po dodaniu brakującego wstępu, czuję się znacznie lepiej. Sam chciałbym zostać zapamiętany, nie jako ten, co kreślił reporterom po tekstach, publicznie ich krytykował, odrzucał artykuły, kazał pisać trzecie wersje, zachowywał się jak automat, cham, arogant, złośliwiec, ale jako facet, który kochał reportaż, lubił i rozumiał ludzi.


Warto mieć dobre wspomnienia.



2011-07-14 :: Z pamiętnika reżysera festiwalu (14 lipca)

Emir Jabiry, w imieniu Pana Ambasadora Królestwa Maroka, zaprosił wszystkie osoby, zasłużone dla festiwalu, na największe marokańskie święto - Święto Tronu. Uroczystość, jak co roku, odbędzie się w Warszawie, w dawnym hotelu Victoria. Będą marokańscy kucharze, elity intelektualne, świat dyplomacji... i MY! Policzyłem „zasłużonych” - jest ich około 50!!! 46 krakowian i 4 warszawiaków. Jak nam się udało ich wszystkich pozyskać do współpracy? A tymczasem załatwiamy tysiące spraw. Józef Baran z Aśką van den Burg tłumaczą 30 wierszy Tuaregów na Salon Anny Dymnej. Oto pierwsze próbki:


Nocny sen  starca
Zostanę tu,
Dopóki księżyc nie wzejdzie,
Nad wzgórzami.
Podłożyłem sobie
Skórzany bukłak
Pod głowę
Rozpaliłem ogień,
Nalałem miskę mleka
I napiłem się.
Sen zaszeptał
Nie dam Ci
na siebie długo czekać,
Bo gdy się ma tyle lat co ty,
Nie ma się daremnych marzeń
Które nie pozwoliłyby spać.
Do cholery, mam
marzeń jeszcze wiele!
Białe nitki
Nie wplątały się jeszcze
W me włosy,
Nie przepuściłem żadnego Ahalu,
Chodziłem wszędzie,
Otoczony szlachetnymi ludźmi.
Między nami
Panowała otwartość
I nie było między nami
Żadnej tajemnicy.
Do cholery!
Mam jeszcze tyle marzeń!
Tłum. Józef Baran i Joanna van den Burg.  Jak Wam się to podoba? Co jeszcze? Emir Jabiry zaprezentuje w Krakowie swoją kolekcję broni i rękopisów w Muzeum Historycznym, sprowadzamy marokańskiego malarza i polską malarkę zainspirowaną Marokiem, mamy już kucharzy. Idzie!!!!



2011-07-11 :: W plecy

Prawo serii. Sam, już nie wiem, co powiedzieć - zostałem oszukany na bardzo dużą kwotę. Firma remontowa wykonała dramatycznie źle izolację pionową fundamentów, trzeba ponownie odkopać dom, skończy się procesem - kilka lat w sądach, a remont trzeba robić od początku. Trudno mi opisać swoje emocje.



Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88