O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2012-08-28 :: Zmarł Gustaw narodził się Ajatollah

Z głównej ulicy trzeba skręcić w bok, w romantyczny zaułek, mało kto o tym wie, zresztą nie każdy chce oglądać… tymczasem klasztor bazylianów, to przecież wciąż żywe serce polskiego romantyzmu. Idę w to serce z gorączką, z kaszlem, z kichaniem, ale idę – prosto na dziedziniec przed cerkwią, prosto w trójbok odnowionego pawilonu, który miał być hotelem, ale splajtował, więc cela Mickiewicza, jeśli to naprawdę ona, jest dziś sporych rozmiarów pokojem, w sam raz do rozegrania Wielkiej Improwizacji Swinarskiego. Patrzę za okno i cofam się w czasie. Było ich 101, wypełniali cały podworzec, wyprowadzano ich na przesłuchania, przywożono kibitkami – a wszystko w otoczeniu czynnej cerkwi. Zza okna dochodziły dźwięki: dzwony, śpiewy, skrzypienie kół podjeżdżających kibitek, łańcuchy… Mickiewicz słuchał i notował. Nagle doznał olśnienia: więźniowie to przecież dzieci („Dzieci małe, studenci ze Żmudzi”) a ich proces to rzeź niewiniątek. Proste no i genialne! Teraz dopiero zaczyna się Wielka Improwizacja, rodzi mistycyzm, Gustaw przeobraża w Chomeiniego, jest prorokiem, ajatollahem, siódmym kalifem, kimś kto wysyła na śmierć w imię odwiecznej wojny słabych z żelazną potęgą. Konrad kreuje polski romantyzm i polski terroryzm, który będzie trwał aż do zakończenia II wojny światowej. Mocą słowa poety. Zanoszę się kaszlem... Podobno ibn Laden również czytał Dziady.



2012-08-27 :: We Wilnie

Obudziłem się skuty w kabłąk w Ponarskim Lesie. Z bólem gardła, nosem przypominającym wielki kwaszony ogórek, zziębnięty, skostniały – cały w dreszczach. Machinalnie sięgnąłem po suktinis. Pociągnąłem, zobaczyłem słońca  w oczach, ożywczy trunek rozlał się po całym ciele… I... puściło! Z biedą wstałem. Co działo się tej nocy… lepiej nie pamiętać.


Litewski tirowiec przywiózł mnie do Wilna bez zapłaty. Kiedy przejrzałem się w lustrze ulicznej wystawy zrozumiałem dlaczego. We włosach miałem liście dębu, gałązki topoli, fragmenty roślin wodnych, nenufary, trawy, stokrotki. Jak człowiek w takim stanie wszedł do karczmy w Sejnach, albo w Puńsku, w dodatku z sielawą pod pachą, budził pewną sympatię i zainteresowanie. Ale tu – Wilno, Polska Panie, baczność, Jezu - Ostra Brama, Rossa…


Nieśmiało stukam do mieszkania K., który od 100 lat jest przyjacielem mojej rodziny. – Skąd Litwini wracali? – pyta z niedowierzaniem, jakby widział powracającego z Syberii. –Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy – odpowiadam pokrętnie. I do łóżka! Leczenie domowe: nalewki minimum 50 procentowe – porzeczka, róża, leśne owoce, w przerwie kiełbasy, szynki, sery, miody, potem kibuny, kołduny, kiszki ziemniaczane, znów się trzeba napić… Zaczynam wreszcie lepiej pojmować romantyzm! Paryska nostalgia Mickiewicza dotyczyła przecież nie tylko krajobrazu, obyczaju, tradycji, pięknych kobiet – w znacznej mierze dotyczyła kuchni! Ach te litewskie smaki!



2012-08-22 :: Życie na bagnach

 Samochód został gdzieś na skraju puszczy. Wszedłem w bagno – zanikającą ścieżką - między murem płonących sosen, rozpalonych ciężkim blaskiem zachodzącego słońca, a gęstym od mułu, mętnym, ołowianym rozlewiskiem.


Po chwili grząską dróżkę przeskoczyła łosza. Ktoś ją spłoszył. Drapieżnik? Człowiek?


Wtedy z daleka zobaczyłem Wodza.


Stał wśród drzew: boso, w wielkim białym płaszczu, spod którego wystawał kompletny indiański strój ze skóry jelenia. Dłoń oparł na rękojeści sztyletu, długie włosy, przetykane srebrnymi nitkami, spadały mu na ramiona. Wyglądał tak, jak mi go opisali ludzie – majestatycznie ale i nieziemsko.


Polski Indianin, wielki fotograf przyrody, mieszkający od lat w samym sercu bagien – Darek K. Człowiek lasu.


Przy herbacie spytałem Beatę czy jest z nim szczęśliwa. – Pewnie, nie wyobrażam sobie innego życia – parsknęła. – Chociaż wiesz, że jesteśmy inni. Beata prowadzi księgowość w gminie, ciągnie dom w lesie i lubi sobie czasem kupić ciucha. A nawet pojechać do Warszawy na zakupy. Kiedy jej towarzyszy mąż - dzieci w sklepach mają uciechę.


Ich trzy córki są wesołe i bardzo ruchliwe, trzy psy i kot – szczęśliwe, a przypadkowi goście, w zbudowanym przez Darka Domu Trapera, odnajdują dawno przebrzmiałe emocje. Mogą spojrzeć w twarz własnego dzieciństwa… Czasem są to spojrzenia bolesne. Czasem dzieciństwo trwało za krótko, albo go wcale nie było. Dzieciństwo Darka nigdy się nie skończyło.



2012-08-11 :: No to w drogę

Fiuuuuu!



2012-08-09 :: Mądrość

To wszystko nie jest bez znaczenia. Jak się pozwalasz traktować. Z kim grasz. Jakimi kartami. Jaką przestrzeń rezerwujesz tylko dla siebie. Ile masz czasu na kontemplację. Na lekturę. Na relacje z naturą. Twoja niezgoda, Twój bunt – mają sens.


Ostatnio wciąż spotykam ludzi, którzy w smutny sposób dorośli, dali się stłamsić, obniżyć, przymusić – a byli przecież tacy dumni ze swojej „bohaterskiej” przeszłości... Dziś obcinają od niej kupony i dzielą się kasą z kolesiami. Tyle zostało po ideałach Sierpnia. Ci z lewej – robią zresztą dokładnie to samo, tylko bez frazesów. Cynicznie!


Zaledwie kilku ludzi robi swoje. Światek Wojtkowiak na Sahelu, Prof. Adam Rybiński, tam, gdzie jest, Piotrek Kędzierski w Krakowie, Magda w Ugandzie, Errol w Harare, Joasia w Szczecinie, Dominika w Zakopanem.


Naprawdę! Nie ma ceny, dla której warto zakładać kajdany. Jałowieć za nędzne grosze. Lepszy już los Cygana, wędrownego astrologa, autora tajnego raportu o stanie świata.



2012-08-04 :: Przegrane gry

A więc wracamy do Angeliki Mechtel - "Przegrane gry". Małe kartki z inteligentnymi uwagami "Jolie Boy jest smutny..." tyle zapamiętałem. No i ogólny nastrój niemożności, odbijania się od ściany zbudowanej przez zbyt dobrze, zbyt sztywno zorganizowane społeczeństwo. Ja przez kilka miesięcy pokazywałem jak można zreformować, a nawet  skomercjalizować pismo. Odbyły się na ten temat dwie duże debaty. Projekt ostatecznie upadł. Przyjęto jakieś jego elementy, bo dyskusja odbywała się w gronie fachowców, a wtedy zawsze łatwo się zgodzić czy świeci słońce, czy pada deszcz. Więc raczej jednak deszcz. Trudno. Zaczynam nową grę w mieście, które jest zakochane w sobie i tak przemądrzałe, że prawie już w stanie agonii. Może należy zmienić miasto?



2012-08-02 :: Tyle spraw...

Tyle spraw, tyle projektów, tyle pracy - a wszystko jakby na darmo. Wszystko jakby zastygło, zasklepiło się w sobie, zamarło w bezruchu, w czasie, przyrośnięte jak grzyb do drzewa, do pnia drzewa - jesienne i beznadziejne w swoim trwaniu, bezwiosenne, sucholistne - w krwawej agonii sierpnia. A ja, co? Z sierpniem kopał się nie będę - czas już jechać - oczyścić się mad Niemnem, albo  nad Nigrem, siedzieć nocami przy ogniskach, patrzeć w gwiazdy, rozmawiać z wiatrem, spowiadać duchy pustyni. Senegal, fast food Dakar, Cinema le Paris! Ale głownie Bamako. Tak niedaleko do Burkina. Ale głównie Azawad.



2012-07-28 :: Po sezonie

u kresu lata
kiedy Bóg wyjechał już z Kazimierza,
a Gośka miała kłopoty z nadwagą,
odkryłem poezję Dylana Thomasa
i to, że nie warto studiować

nie działo się nic nadzwyczajnego,
jesień,
jak co roku
rozstawiała już na wzgórzach
swoje jarmarczne stragany
pełne gwaru kolorów,
zapachu owoców,
i dziwnych szelestów
umierających owadów,

nadbrzeżne bulwary
znieruchomiały pustką,
Wisła
przysypiała w południe
w półcieniach wędrujących obłoków,
a dzwony Fary
zupełnie nie miały serca do bicia

niebo
czasem robiło się ciemne,
i krople deszczu
zaczynały rozpryskiwać się
o kamienne dno rynku

patrzyliśmy znad piwa,
jak ludzie przebiegają skuleni
a kiedyś Krzycho powiedział
„ale ten świat, kurwa, to jest ....”
i nie wiedział jak dokończyć

„Prolog” mogłem czytać
kilka razy pod rząd,
zostało mi to do tej pory

wszystko inne już się skończyło

już po sezonie



/ale ten świat, k’, to jest ...../


Wabigon, z tomu „Ocipieć w Kazimierzu”.


 



2012-07-24 :: Idy marcowe

Wreszcie obejrzałem . Obawiam się, że nowa redakcja identyfikuje mnie z głównym bohaterem filmu. Słusznie? Nie słusznie? Trudno powiedzieć. Ja nie jestem grzecznym pudlem na smyczy, tylko starym wilczurem, który chodzi własnymi drogami i czasem również gryzie. Po prostu. Wszelkie próby tresury są z góry skazane na niepowodzenie. Dobrze? Źle? Wiem jedno - na pewno nie wytrzymałbym życia w korporacji, pieprzę korporacje. Wolę rozwozić pismo do księgarń rowerem i kopać się z koniem. Wolę prowadzić działania pionierskie i budować strategie od nowa. Żyć na obrzeżach. Za murami. Miał rację Światek Wojtkowiak wpisując na blogu historyczną sentencję "P... Babilon, jadę do Afryki". Jestem z tego świata.



2012-07-04 :: Z piorunami

A ja kompletnie przemoczony w Zakopanem. Rano wlazłem na niedźwiedziaw Miętusiej, w południe przeżyłem burzę z piorunami na Czerwonych Wierchach. Szybko ześlizgiwałem się po łańcuchach. Przygoda!



Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88