O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2013-04-28 :: Dyskusja w Cieszynie

http://wiadomosci.ox.pl/wiadomosc,23173,cieszyn-na-ustach-europy.html



2013-04-27 :: Juz blisko

Coś się zdarzy. Czuję ciepły wiatr, przez wewnętrzne niebo przepływają w milczeniu srebrne konstelacje planet. Wokoło wyrastają pastelowe błękity, całe tafle błękitów, na kominach kamieniczek pełgają dobre, kocie emocje, chagallowskie. Jest w nich coś afrykańskiego i coś warszawskiego, jakby wyjazd? Jakby spotkanie? Jakby nowe otwarcie? Jakby… rytm.


Nikt nikogo nie broni
Nikogo nie karze
Wszystko można zastąpić
Czego nie można powtarzać
Powietrza, które nas dzieli
Płytkiego oddechu nadziei
Lęku przed sobą i wreszcie
Siebie samego i jeszcze
Całej serii pomyłek
Jeśli jesteś kim dotąd nie byłeś
Teraz nie musisz tłumaczyć
Czego nie myślisz można zobaczyć


I tak warto żyć, tak warto żyć, tak warto żyć, i tak…



2013-04-25 :: Pierwsza rocznica

 Pierwszą rocznicę mojego odejścia z pracy w „DP” spędziłem na koncercie Patrycji Kaas we Wrocławiu ku czci Edith Piaf, stąd tytuł „Kass chante Piaf” i rzeczywiście… Kaas jest największą wokalistką, aktorką, tancerką, mimem, mistrzynią gestu i narratorem Paryża – jakiego (jaką?) widziałem, reprezentuje to wszystko, co najwspanialsze w kulturze francuskiej, a poza tym jest przepiękną kobietą – już przepadłem z kretesem i w ogóle: jestem cały czerwony. Z wrażenia wypiłem 2 piwa na rynku we Wrocku. Wygląda, że ostatnio wchodzę na szczyt! Napisałem tekst tłumaczony na 10 języków, nauczyłem się mówić po francusku, zacząłem z powodzeniem uprawiać coaching, po raz pierwszy poszedłem na grób zmarłego przyjaciela… Alle-y! On-y va! Jazda, jazda, jazda!



2013-04-21 :: Sprawy

Jedne sprawy się zamykają, inne otwierają. Bo czy z Afryką to koniec? A dlaczego? A może jednak? Lecieć za trzy stówki do Fezu tanią linią, a potem rzucić kotwicę u jakiegoś lokalersa, posiedzieć miesiąc, spotykać się z kobietami, iść tym tropem, od feministek islamskich, przez działaczki polityczne i samorządowe, aż do siostry króla, to miałoby sens, a ja lubię Maroko. W trakcie mały wyskok na Saharę do Merzugi i drugi w góry, do Berberek. No a Rifenki, to są dopiero fest kobity. A Saharyjki Zachodnie! Kurczę, tam jest 6 języków. Tyle kultur, pałaców, zapachów, dżinów i wszystkiego. I tajemnica. Twarz skryta za czadorem. Fajneeee! 



2013-04-18 :: A

Przez chwilę intensywnie wyobrażałem sobie Kogoś Bliskiego, to było naprawdę ważne doświadczenie, twarde, inwazyjne, bardzo emocjonujące, jak wybuchająca, przez wiele lat tłumiona potrzeba, czy coś, i już, już miałem odpalić czołg, żeby (jak to robię zwykle) wjechać gwałtownie do cudzego życia, założyć obóz i poprosić o kawę, gdy nagle, jednak… Zawahałem się. Zerknąłem do sieci. Znalazłem wyraźne ślady tego Kogoś, poczułem jego odrębność, inność, odległość – no jednak są to Himalaje czegoś, może i fajnego, ale nie mam przygotowania. Bezradny jestem. Kto, ja? Ja bezradny? No, więc jednak, tak. Nie będę się tu kreował, nie w takich sprawach...  I wtedy poszedł strach. A w każdym razie - utrata pewności siebie. Jakoś się tak skurczyłem, zmalałem, kompres na głowę, para wodna wybucha jak obłok. Od razu wracam do prozy. Palce delikatnie ślizgają się po klawiszach, odzyskuję spokój, noc pomaga, jak zawsze. Serce bije równo, oddycham głęboko. Odzyskuję tożsamość. Bez ryzyka. Raz, dwa, trzy, cztery… płyną kolejne obrazy, snuje się opowieść.


To kołysze. A byłem już na progu czegoś… tajemnicy? Ryzyka? Wielkiego Spotkania? Zawodu? Rozgoryczenia? Czy odczuwam ulgę? Ślimak powrócił do skorupki. Na jakiś czas. Na miesiąc, albo rok. Pomyślę, odpocznę. 



2013-04-12 :: Wywiad ze mną w sieci

http://wiadomosci.ox.pl/wiadomosc,23012,cieszyn-jutro-w-wyborczej.html



2013-04-11 :: Duży Format

W dziale "Teksty", pod hasłem "Gazeta Wyborcza", umieściłem pdf-y. z moim artykułem: cover story w "Dużym Formacie". To drugi ze szczytów, na jakie udało mi się ostatnio wdrapać.



2013-01-01 :: "Polityka"

W dziale "Teksty", pod hasłem "Polityka", umieściłem pdf. z moim artykułem w świątecznym wydaniu tego prestiżowego tygodnika. Niech będzie prezentem pod choinkę dla wszystkich przyjaciół i ością w gardle dla wszystkich moich wrogów, a także  urzędasów od kultury, emerytowanych redaktorów, byłych intelektualistów i innych potworów, których pokoje wycierałem w czasie ostatnich miesięcy. Przygotowuję kolejne teksty w różnych fajnych tytułach, no i bujaj się Fela!



2012-11-11 :: Burza

Prospero szedł po miękkiej jak cukier plaży Tangeru obramowanej delikatną, ruchliwą koronką z piany morskiej. Za sobą pozostawił magiczne miasto - białą pelerynę, udrapowaną na wzgórzach Afryki. Tanger to brama tajemnicy – myślał - stolica wyobraźni, kraina energii, dziwaczna wyspa, a może również słodko zdeprawowana wersja raju.


Przez chwilę śledził światła Gibraltaru i ruchliwy, punktowo rozpraszający morze, reflektor latarni. Padał drobny deszcz, łagodny początkowo wiatr – Ariel – zgęstniał nagle i wkrótce całe niebo pociemniało od zimnej jak atrament złości. Zdawał sobie sprawę, że burza jest nieuchronna…


Usiadł na płaszczu. Pomyślał, że będzie w milczeniu oglądał nadciągającą katastrofę. Nie czuł nic. To nie był jego spektakl. Niebo pokazało mu wczoraj odległą wyprawę. Dawne życie pozostanie daleko, jak Tanger – obce, zapomniane, może nawet śmieszne. Skończył się dramat - nadeszła pora na komedię.



2012-10-31 :: Azawad

Do Timbuktu prowadzi wyboista droga. Wokoło wiruje żółć i pastelowa zieleń akacji. Powietrze jest suche, twarde, przesycone piaskiem, podbite ostrym słońcem, które wypala wokół przedmiotów mocne, czarne kontury. Sahara!


Z powodu  konfliktu zbrojnego wszyscy ostrzegają, żeby tu nie jechać. A przecież niebezpieczeństwo wisiało w pustynnym powietrzu już od lat. Islamscy terroryści, kombatanci krwawej wojny domowej w Algierii, zadomowili się na Saharze. Zamieszkali w małych, trudnodostępnych oazach. Pożenili z dziewczętami z mauryjskiego plemienia Berabiszów, weszli w klany i przejęli władzę. Wkrótce zaczęli ubezpieczać konwoje na słynnym szlaku kokainowym: z Ameryki Południowej - przez Senegal - Mauretanię – Mali – Niger – do Egiptu i do Europy. Zaczęli porywać dla okupu zagranicznych turystów. Organizować zbrojne wypady do Maroka, Algierii, Tunezji... Potem, po upadku reżymu Kaddafiego, ich koledzy z doborowych jednostek komandosów, przybyli z bronią do Mali, gdzie założyli własne państwo. Azawad. Kraj Tuaregów.


Wzdłuż drogi ciągną się wyryte w piasku ślady manewrujących samochodów. Rozklekotany bus wskakuje rytmicznie w koleiny i po chwili znów wraca na szosę. Zmęczeni, podskakujący na wybojach pasażerowie, mają szare, spocone twarze obwiązane zawojami. Małymi łykami pociągają wodę z plastykowych flaszek. Przecierają słoneczne okulary.


Wokoło wyrastają gliniane domki, piaszczyste uliczki, senne osiołki, obciążone towarami codziennego użytku, rozbrykane, czarne dzieciaki, wyciągające dłonie po cukierki... No i wszystko. Tak wygląda mityczne Timbuktu. W około nie ma złotych ulic, wielkich, białych pałaców, lśniących iglic, przecinających błękit nieba. Przypominam sobie list sułtana al-Mansura, który w XVI wieku pisał do przyjaciół: „Trzeba wam wiedzieć, na dowód bogactwa tego kraju, że przecina go rajska rzeka, rezerwuar miłosierdzia bożego. Jej wody płyną przez ogród i pozwalają rosnąć w obfitości owocom i zbożom... Ten kraj jest cudem, jakie istnieją tylko w snach”. Niestety, w ciągu wieków Niger się po prostu cofnął.


Do serca Azawadu jedzie karawana…



Strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88