O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2011-04-15 :: Pływam w zmęczeniu
Dzień podzieliłem na sekwencje półgodzinne, nie mogę się wyrobić na zakrętach -bieg! Trzymam żelazną dłonią francuski, pisanie też zajmuje czas, sprawy rodzinne, majątkowe, administracyjne, praca zawodowa... nie widzę szczeliny. Brak przestrzeni. Muszę jakoś dojechać do maja i jadę na Węgry, bo oszaleję.

2011-04-14 :: Złość
Okropnie zły! Miałem nadzieję uciec przed świętami na Węgry. Uniknąć: robienia zakupów, gotowania, rozkładania, usadzania, jedzenia, trawienia, składania, zmywania, jechania, wracania, rozkładania, usadzania, jedzenia, trawienia, składania, zmywania, siedzenia przed telewizorem i w koło Maciej! Chciałem se chybnąć do braci Madziarów, iść rano na plac, zjeść langosza, wypić wino, odwiedzić termę, poczytać se o Afryce. I tyle. Kropka. No nie. Przede mną perspektywa robienia zakupów, gotowania, rozkładania, usadzania, jedzenia, trawienia, składania, zmywania, jechania, wracania, rozkładania, usadzania, jedzenia, trawienia, składania, zmywania, siedzenia przed telewizorem i tak w koło Maciej!

2011-04-09 :: Wyczerpanie
Ogólnie mówiąc mam wszystko w dupie. Muszę wyjechać gdzieś.... Na Afrykę mnie nie stać, to może choćby do Budapesztu? Trzeba wyzwolić się od obowiązków, konieczności, nieustannej bieganiny - co to za życie i w imię czego prowadzone na wariackich papierach? Bez sobót, niedziel - nonsens. Ja to normalnie chrzanię.