O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2011-07-01 :: Dziennik Polski sprzedany

Stało się to, co przewidywałem. Właściciele sprzedali Dziennik Polski i pożegnali się wysyłając nam list pocztą elektroniczną. Napisali - to bardzo znamienne - że nie mogą już dłużej finansować działalności redkacji. Oni nie mogą finansować nas. A ja myślałem, że to my przez lata zbudowaliśmy ich majątki - własną, murzyńską pracą. Prezes Czesław Niemczyński mówił do mnie: "Panie Jakubie, dziś pan pracuje ponad siły, ale w przyszłości będzie pan jadł grube pajdy chleba". Pajd nigdy nie było. Płacono zawsze bardzo źle. Słodki zysk konsumowali właściciele. Dziś nam dziękują, za pośrednictwem listu, że byliśmy z nimi w dobrych i złych chwilach. Biorą kasę i jadą na wakacje. Bez fasonu. Bo trzeaba mieć klasę, zwłaszcza jak się mieszka w  takim małym mieście, jak Kraków. Bo można było każdemu z nas spojrzeć w oczy i podać rękę. A jakby ktoś miał styl, mógłby podzielić pewną sumę ze sprzedaży gazety i wypłacić premie ludziom, których losy są teraz niejasne.  Zwłaszcza, że nie zbudowano tej firmy od zera, za pieniądze właścicieli, ponosząc 100 procent ryzyka. Żegnajcie panowie w krainie zażenowania i wstydu. Nie powiem wam do widzenia.



2011-06-29 :: Z pamiętnika reżysera festiwalu (1 lipca 2011)

Codziennie załatwiamy setki spraw, małych, drobnych - szczegółów, które są jednak podstawowe dla nadchodzącej imprezy. Dużych zresztą także.  Pan Jacek Kukuczka z Muzeum Etnograficznego przedstawił nam np. pyszną propozycję zaaranżowania zestawu portretów kobiet arabskich z XIX wieku w galerii SiOKU (rewelacja!), a Pani Justyna Masłowiec zrobi kapitalne warsztaty dla dzieci i rodziców – jeśli tylko zdobędziemy 500 zł na farby, sklejkę i pędzelki. Naszym partnerem w pokazach kulinarnych jest od dziś miła, sympatyczna, ale także wymagająca rzetelności, restauracja „Klimaty Południa”. Wszystko musimy dograć na czas i perfekcyjnie: produkty, menu, wina. Załatwić kucharza z ambasady!!! To wymaga wysiłku. Wciąż nie wiadomo ile prac i w jakiej objętości zaproponuje nam marokańska malarka – dzwonimy do Rabatu, żeby to ustalić. Szukamy znawcy poezji arabskiej – na razie bez rezultatu. W festiwal angażuje się coraz więcej ludzi, a z projektu zaczyna się coś wyłaniać, jakiś obraz. Może bardzo fajny? Poza tym - przestaję się bać. Niepokój przechodzi w adrenalinę.



2011-06-26 :: Z pamiętnika reżysera festiwalu (26 VI)

Podczas długiego weekendu przygotowaliśmy wystawę fotograficzną Jakuba Ciećkiewicza i Jerzego Skarżyńskiego pt: „Tajemnicze Królestwo – Maroko”. Ostatnią fazę – prostowanie pionów i ustawianie barwy - wykonał świetny grafik, Wiktor Łężniak – Bóg zapłać, bo Festiwal nie może. Rano skierujemy prace do produkcji. Równolegle rozgrywa się wiele procesów: poszukiwanie galerii dla Pani Fatime Zahra i próba przechwycenia marokańskiego wina z turnieju golfowego w Warszawie – na catering, rozmowy w Klimatach Południa o pokazie kulinarnym kuchni marokańskiej, debaty z poetą Józefem Baranem o wierszach Tuaregów, z Anną Dymną o październikowym Salonie, z Modnym Krakowem o promocji, z Interią o patronacie, z SiOKIEM o Transpoetice; trwa także nieustanne poszukiwanie sponsorów. Wszystko to doprowadza do rozstroju nerwowego reżysera, który chwilami zamienia się w Stalina, a chwilami zdradza przebłyski geniuszu.