O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2011-11-16 :: Wielkie Zimbabwe

 Altanę obsiadły małpy. Czujne, nerwowe. Obserwują turystów spożywających posiłek. Ach te zimbabwskie lanczyki! Białe, kartonowe pudełka, wypełnione rarytasami afrykańskiej kuchni! Czego w nich nie ma? Fantastyczna różowa szynka, noga kurczaka, małe, pachnące bułeczki, owoce, ciasta – po stole toczy się jabłko, które porywa wielka, biała małpa. Inne patrzą w hipnotycznym skupieniu, jak król zżera rarytas....Czytaj dalej



2011-11-15 :: Król Ugandy Polakiem

(PAP) - Do Urzędu Miasta w Nysie napisał król Salomon Gafabus Iguru I, władca Królestwa Bunyoro-Kitara, jednego z siedmiu królestw afrykańskiej Ugandy. Król napisał, że jest potomkiem legendarnego podróżnika Emina Paszy, który mieszkał kiedyś na  Opolszczyźnie. "Otrzymaliśmy drogą mailową list, w  którym król prosi nas o pomoc w zbadaniu przeszłości jego dziadka - Edwarda Schnitzera, podróżnika i etnografa znanego jako Emin Pasza" - powiedział PAP sekretarz miasta Nysa, Michał  Baziuk. Do Ugandy wysłano już grzeczną i dyplomatyczną odpowiedź, w której burmistrz Nysy Jolanta Barska poinformowała afrykańskiego króla, że spróbuje zbadać nyskie ślady Schnitzera i zdobyć więcej informacji na ten temat. W liście zawarto też informację, że burmistrz chętnie pokaże władcy Bunyoro-Kitara piękno Nysy, w której kiedyś mieszkał  Schnitzer. Edward Schnitzer - Emin Pasza urodził się w Opolu w roku 1840. Dwa lata później zamieszkał w Nysie - i to ten okres życia późniejszego podróżnika, lekarza i etnografa będzie przedmiotem poszukiwań nyskich urzędników. Po studiach medycznych we Wrocławiu Schnitzer podjął pracę lekarza w armii tureckiej. Po przejściu na islam został gubernatorem (paszą) Albanii - wówczas prowincji imperium  ottomańskiego. W roku 1876 wyprawił się do Sudanu,  gdzie został lekarzem wojskowym w siłach zbrojnych gubernatora Charlesa Gordona. Wkrótce został mianowany gubernatorem egipskiej prowincji Ekwatoria, która obejmowała część dzisiejszego południowego Sudanu i północną Ugandę. Organizował liczne wyprawy badawcze, próbował m.in. dotrzeć do źródeł Nilu. Zmarł - prawdopodobnie zamordowany przez handlarza niewolników - w 1892
roku.



2011-11-15 :: Największa zagadka Afryki

Był chłodny wrześniowy ranek 1871, gdy ekspedycja niemieckiego geologa Carla Maucha minęła Masvingo. Na przedzie szli zwiadowcy z plemienia Shona, za nimi jechali konno poszukiwacze złota z Transwalu, na końcu wieziono tabory: bagaże, namioty, kuchnię, dynamit i oskardy do rozdrabniania kruszcu.


Gdy podróżnicy wjechali na płaskowyż miejscowi przewodnicy zatrzymali się nagle i zaczęli krzyczeć wniebogłosy: „Dzemabwe”–„kamienie” oraz „Dzimba” – domy. Carl Mauch podjechał naprzód i serce zabiło mu mocniej. Zobaczył ogromne, tajemnicze, porzucone miasto.


Wokoło, na przestrzeni 750 hektarów, rozciągały się trzy ogromne kompleksy budowli. Najniżej: Wielka Warownia, owinięta białym 300 metrowym murem o wysokości 10 i szerokości 5 metrów. Gdy podjechał bliżej zauważył, że mur został wykonany z milionów równo pociętych granitowych kostek, połączonych ze sobą bez żadnej spoiny, techniką nieznaną w Afryce, ani w Europie. Tymczasem w około żadnych skał nie było!


Do wnętrza Warowni prowadziło długie, wąskie przejście –korytarz, zakończony brzuchatą, granitową wieżą. Dalej ciągnął się dziedziniec ruin, o średnicy 80 metrów. Czy tajemniczy krąg był dawnym pałacem? Domem królewskich żon? Świątynią? - To możliwe – myślał. - Brzemienna wieża mogła symbolizować płodność, przedmiot kultu Shona, wśród których kobiety pełniły rolę kapłanek i wróżbitek, wpadających podczas rytuałów w trans jasnowidzenia.


Przybysze rozglądali się dokoła. Znajdywali złote, brązowe i miedziane ozdoby, kamienne garnki, niepokojące figurki ze steatytu, przedstawiające ptaka z zakrzywionym dziobem, który miał ludzkie dłonie zamiast szponów. Czy był totemem? Wizerunkiem boga? Znakiem z kosmosu?


Karl Mauch zostawił kolegów w Warowni a sam pobiegł do ciągnącej się wyżej wielkiej Doliny Ruin. Po drodze znajdował szczątki glinianych i kamiennych domów, tygle, formy do wytopu złota, odlane w kształcie litery H lub krzyża. - To musi być stolica biblijnego Ofiru, skąd król Salomon sprowadzał kruszec  – mówił do siebie podekscytowany - albo Punt, zagubiona kraina, do której wielokrotnie wyprawiali się Egipcjanie. Po mirrę, kadzidło, heban, żywicę, gumę, kosztowności, skóry lampartów, żyraf i żywe pawiany. Wywołał z pamięci hieroglif Puntu przedstawiający koronę – może zamek? Wężyk – może rzekę? Zwierzę – może – ptaka... Nie ważne. Był szczęśliwy. W tej chwili przeszedł do historii. On, wychowanek szkoły franciszkanów w Ludwigsburgu, guwerner w bogatych domach, geolog na usługach, stanął w szeregu największych odkrywców.


Spojrzał w górę. Na szczycie wzgórza zobaczył twierdzę otoczoną murem... CDN