O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2011-12-03 :: W Kongo nie ma demokracji cd.

5 lat po odzyskaniu niepodległości DRK znajdowała się w stanie permanentnej rewolty. Sierżant kolonialnej armii - Mobutu - był wtedy młody, nie miał nawet 30 lat, ale miał spryt i przekonał Zachód, że potrafi zapanować nad krajem wielkości Europy. USA zamknęły oczy. Sierżant, ze swoją kliką, dokonał zamachu stanu.


Mobutu rządził krwawą ręką: przeprowadzał publiczne egzekucje, więził podejrzanych, lidera rebeliantów Pierre’a Muelle zwabił do Kinszasy obietnicą amnestii, a potem, w trakcie tortur, kazał mu obciąć kończyny, genitalia i  szczątki wroga wrzucił do rzeki Kongo.


Prezydent był jednak najbardziej znany z tego, że rozkradał rządowy skarbiec, zabierał pensje pracownikom administracji i doradzał im, żeby sobie trochę podkradali – w ten sposób z sukcesem wprowadził system kleptokracji, który obowiązuje w DRK do dzisiaj.


W latach 70. Wpadł na pomysł kampanii afrykanizacyjnej, przywrócił dawną nazwę rzeki Kongo – Zair, podobnie nazwał kraj. Przyjął imię Mobotu Sese Seko Kuku Ngbendu Wa Za Banga – co można przetłumaczyć jako „wszechpotężny wojownik, który dzięki odporności i nieugiętej woli zwycięstwa zmierza od podboju do podboju, zostawiając za sobą ogień”; nosił tunikę w stylu safari i czapkę z lamparciej skóry. Zachodni politycy, bywalcy balów wydawanych przez Mobutu w Kinszasie i w Londynie mówili o nim tak jak Roosvelt o Somozie „wiemy, że to sk..syn, ale nasz sk...syn”.


Prezydent Konga był ekscentryczny i słynął z showmańskich zagrywek. W 1974 roku zorganizował w Kinszasie wielką galę bokserską - pojedynek Muhammada Alego i Gorge’a Foremana, czarterował Concorde’a do przywożenia różowego szampana z Paryża, a kiedy wybrał się z dziennikarzami do dżungli i zobaczył zmasakrowane ciała swych rodaków, recytował ostatnie słowa Kurtza z Jądra ciemności Conrada: „Zgroza, zgroza...”.


Z początkiem lat 90. sierżant popełnił jednak niewybaczalny błąd polityczny – zaprosił bandytów z plemienia Hutu odpowiedzialnych za morderstwa w Ruandzie, by schronili się w jego gościnnym kraju. Przez granicę przybyły ich tysiące... Powstały obozy. Oddziały. Grupy partyzanckie. Tutsi nie mogli tego dłużej tolerować...


W 1997 roku wojska rwandyjskie obaliły Mobutu, wywołując największą wojnę we współczesnej Afryce. Wzięło w niej udział 6 krajów, zginęło 5 milionów ludzi. Kto rządził? Nikt. A próbował: ustanowiony przez Rwandyjczyków prezydentem, późniejszy ich sprzysięgły wród - Desire Kabila.



2011-12-03 :: Wybory w Kongo

Demokratyczna Republika Konga po raz kolejny zaprzeczyła swojej nazwie. 5 grudnia prezydentem kraju został Joseph Kabila - człowiek kojarzony z kartelem diamentowo - kobaltowym, orędownik wyprzedaży wszystkich bogactw naturalnych Afryki zachłannym Chińczykom, specjalista w dziedzinie okradania własnego narodu.


Na kilka godzin przed rozpoczęciem wyborów jeden z kandydatów na prezydenta - Vital Kamartha - ujawnił reporterce telewizji Al-Dżazira, że do fałszerstw dochodziło już na etapie zgłaszania kandydatów. Do setek kart rejestracyjnych wklejano zdjęcia dzieci, wiele fotografii się powtarzało, podrobiono tysiące blankietów do głosowania. Na wszystkich zaznaczony był kandydat numer trzy, obecny prezydent - Joseph Kabila. W trakcie wyborów zginęło co najmniej 5 osób, spłonęło kilkanaście komisji - dokładna liczba rannych – jak zawsze – pozostaje nieznana.


 Dlaczego w drugim co do wielkości państwie Afryki, gdzie mieszka 70 milionów ludzi, kraju obfitym w diamenty, złoto, miedź, kobalt, cynę, koltan – panuje tak potworna degrengolada? Zaledwie 10 procent ludzi ma dostęp do elektryczności, 25 procent do wody pitnej... a demokracji nie było tu jeszcze... nigdy?


30 czerwca 1960 roku, pod naciskiem światowej opinii publicznej, Belgowie przyznali Kongu niepodległość, jednak w sekrecie zamierzali nadal zachować swoje wpływy i energicznie popierali bunt zasobnej w bogactwa naturalne prowincji Katanga. Finansowali, chronili i zbroili lokalnego lidera Moise Czombego, obrońcę zachodnich kopalń – pałaców, fabryk i plantacji. 


Gdy pierwszy zwycięzca narodowych wyborów - Patrice Lumumba - zaprotestował przeciw secesji tego potężnego i zasobnego regionu kraju i zwrócił się o pomoc do USA a potem ONZ-u – otrzymał odmowę. ZSRR mu oczywiście nie odmówił. Do Kinszasy przyleciały rosyjskie samoloty transportowe. Pojawili się doradcy, specjaliści... Akcja przyniosła reakcję. 14 września Bruksela, za zgodą Stanów zjednoczonych, doprowadziła do aresztowania i uwięzienia kongijskiego premiera.


Po raz ostatni pracownicy ONZ widzieli ciężko skatowanego Lumumbę na płycie lotniska w Lubambashi. W czasie lotu z Kinszasy został pobity tak dotkliwie, że nie mógł iść o własnych siłach. Żołnierze Czombego wsadzili go potem do samochodu i zawieźli do willi jednego z białych kolonizatorów. Nocą 17 I 1961 r. kilku belgijskich policjantów i agentów zawiozło Lumumbę na spotkanie z plutonem egzekucyjnym. Przywódca kraju, ze zmasakrowaną twarzą, w ubraniu poplamionym krwią, stanął przy wielkim kopcu mrówek, oświetlony przez reflektory wojskowych samochodów. Tam został zastrzelony. Następnie dwaj agenci belgijscy, za pomocą piły do metalu i siekiery, rozczłonkowali szczątki premiera i wrzucili do dwustulitrowego pojemnika na benzynę, wypełnionego kwasem siarkowym z pobliskiej fabryki. Jeden z nich przyznał potem, że użył szczypiec do wyrwania Lumumbie zębów na pamiątkę... W ten sposób w Kongu nie narodziła się demokracja!



2011-12-02 :: Sanganai

Minister Wenster Chamu zaprasza na scenę dziennikarzy, ściska dłonie. Zwraca się do tłumu stojącego w parku. – Powiedzcie Europie, powiedzcie światu, że byliście w kraju pokoju. Następnego dnia znajduję swoje zdjęcie w lokalnej gazecie... Chcę jednak wierzyć, że Chamu mówił szczerze. Że Zimbabwe ma dosyć konfliktów. Że pragnie spokoju, rozwoju, dobrobytu. Ale ten cel osiągnie tylko wtedy, gdy nadchodzące wybory zostaną przeprowadzone uczciwie. W innej atmosferze niż te w 2000, 2002, 2005 i 2008 roku.SanganaiCzytaj dalej