O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2012-08-27 :: We Wilnie

Obudziłem się skuty w kabłąk w Ponarskim Lesie. Z bólem gardła, nosem przypominającym wielki kwaszony ogórek, zziębnięty, skostniały – cały w dreszczach. Machinalnie sięgnąłem po suktinis. Pociągnąłem, zobaczyłem słońca  w oczach, ożywczy trunek rozlał się po całym ciele… I... puściło! Z biedą wstałem. Co działo się tej nocy… lepiej nie pamiętać.


Litewski tirowiec przywiózł mnie do Wilna bez zapłaty. Kiedy przejrzałem się w lustrze ulicznej wystawy zrozumiałem dlaczego. We włosach miałem liście dębu, gałązki topoli, fragmenty roślin wodnych, nenufary, trawy, stokrotki. Jak człowiek w takim stanie wszedł do karczmy w Sejnach, albo w Puńsku, w dodatku z sielawą pod pachą, budził pewną sympatię i zainteresowanie. Ale tu – Wilno, Polska Panie, baczność, Jezu - Ostra Brama, Rossa…


Nieśmiało stukam do mieszkania K., który od 100 lat jest przyjacielem mojej rodziny. – Skąd Litwini wracali? – pyta z niedowierzaniem, jakby widział powracającego z Syberii. –Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy – odpowiadam pokrętnie. I do łóżka! Leczenie domowe: nalewki minimum 50 procentowe – porzeczka, róża, leśne owoce, w przerwie kiełbasy, szynki, sery, miody, potem kibuny, kołduny, kiszki ziemniaczane, znów się trzeba napić… Zaczynam wreszcie lepiej pojmować romantyzm! Paryska nostalgia Mickiewicza dotyczyła przecież nie tylko krajobrazu, obyczaju, tradycji, pięknych kobiet – w znacznej mierze dotyczyła kuchni! Ach te litewskie smaki!



2012-08-22 :: Życie na bagnach

 Samochód został gdzieś na skraju puszczy. Wszedłem w bagno – zanikającą ścieżką - między murem płonących sosen, rozpalonych ciężkim blaskiem zachodzącego słońca, a gęstym od mułu, mętnym, ołowianym rozlewiskiem.


Po chwili grząską dróżkę przeskoczyła łosza. Ktoś ją spłoszył. Drapieżnik? Człowiek?


Wtedy z daleka zobaczyłem Wodza.


Stał wśród drzew: boso, w wielkim białym płaszczu, spod którego wystawał kompletny indiański strój ze skóry jelenia. Dłoń oparł na rękojeści sztyletu, długie włosy, przetykane srebrnymi nitkami, spadały mu na ramiona. Wyglądał tak, jak mi go opisali ludzie – majestatycznie ale i nieziemsko.


Polski Indianin, wielki fotograf przyrody, mieszkający od lat w samym sercu bagien – Darek K. Człowiek lasu.


Przy herbacie spytałem Beatę czy jest z nim szczęśliwa. – Pewnie, nie wyobrażam sobie innego życia – parsknęła. – Chociaż wiesz, że jesteśmy inni. Beata prowadzi księgowość w gminie, ciągnie dom w lesie i lubi sobie czasem kupić ciucha. A nawet pojechać do Warszawy na zakupy. Kiedy jej towarzyszy mąż - dzieci w sklepach mają uciechę.


Ich trzy córki są wesołe i bardzo ruchliwe, trzy psy i kot – szczęśliwe, a przypadkowi goście, w zbudowanym przez Darka Domu Trapera, odnajdują dawno przebrzmiałe emocje. Mogą spojrzeć w twarz własnego dzieciństwa… Czasem są to spojrzenia bolesne. Czasem dzieciństwo trwało za krótko, albo go wcale nie było. Dzieciństwo Darka nigdy się nie skończyło.



2012-08-11 :: No to w drogę

Fiuuuuu!