O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2012-09-04 :: Rady Marcina W.

W ciągu 30 lat pracy nauczyłem się bezbłędnie rozpoznawać, czy ktoś ma osobowość, czy tylko udaje. Często cichy i spokojny, niepozorny Ktoś, okazuje się prawdziwym samcem alfa, a napuszony narcyz (tych poznałem najwięcej) papierowym słoniem. Marcin jest kimś. Ma szerokokątny umysł i serce 6 x 9. Pisze powieść o Nowej Hucie. Robi projekty dla UNESCO. Przyznaje nagrody literackie. Lokalny, ale i uniwersalny, krakowski, berliński, nowojorski, taki jest Marcin i kiedy z charakterystycznym, nieśmiałym uśmiechem, udziela mi dobrych rad - słucham bardzo uważnie. 1. Nie rezygnować z Afryki (zaskakujące!!!) 2. Nie rezygnować z fotografii (poruszające, to były sprawy, które chciałem uciąć jako pierwsze). 3. Realizować ważne projekty. 4. Angielski tak. 4. Studia z zarządzania kulturą bardzo tak. 5. Francuski w dalszym ciągu. Potem było o Europie, o pieniądzach na projekty i tym, do czego można doskoczyć, jeśli się spełni pewne warunki. Doskoczę, nie doskoczę - warto spróbować.  A rozmowy na Plantach, w cieniu ulicznego akordeonisty, z Marcinem Wilkiem - sa sprawą bardzo mocną. Chciałbym, żeby ta książka o Hucie...



2012-08-30 :: Powrót

A więc wracam na studia. Nie jako wykładowca ale, jako uczeń. Trzeba będzie za to zapłacić. W razie czego (ha, ha!) będę dorabiał w stołówce akademickiej. Znalazłem też odpowiedni kurs angielskiego - tym razem prawie za darmo. Za pieniądze z Unii. Jak się nie ma w Krakowie znajomości, to trzeba mieć odpowiednie papiery. Trzeci projekt przygotowuję bardzo powoli i z wahaniem. Konieczne będą wyjazdy w Polskę i do Maroka. Cóż powiedzieć... Zaczyna się nowy, interesujący okres. 



2012-08-28 :: Zmarł Gustaw narodził się Ajatollah

Z głównej ulicy trzeba skręcić w bok, w romantyczny zaułek, mało kto o tym wie, zresztą nie każdy chce oglądać… tymczasem klasztor bazylianów, to przecież wciąż żywe serce polskiego romantyzmu. Idę w to serce z gorączką, z kaszlem, z kichaniem, ale idę – prosto na dziedziniec przed cerkwią, prosto w trójbok odnowionego pawilonu, który miał być hotelem, ale splajtował, więc cela Mickiewicza, jeśli to naprawdę ona, jest dziś sporych rozmiarów pokojem, w sam raz do rozegrania Wielkiej Improwizacji Swinarskiego. Patrzę za okno i cofam się w czasie. Było ich 101, wypełniali cały podworzec, wyprowadzano ich na przesłuchania, przywożono kibitkami – a wszystko w otoczeniu czynnej cerkwi. Zza okna dochodziły dźwięki: dzwony, śpiewy, skrzypienie kół podjeżdżających kibitek, łańcuchy… Mickiewicz słuchał i notował. Nagle doznał olśnienia: więźniowie to przecież dzieci („Dzieci małe, studenci ze Żmudzi”) a ich proces to rzeź niewiniątek. Proste no i genialne! Teraz dopiero zaczyna się Wielka Improwizacja, rodzi mistycyzm, Gustaw przeobraża w Chomeiniego, jest prorokiem, ajatollahem, siódmym kalifem, kimś kto wysyła na śmierć w imię odwiecznej wojny słabych z żelazną potęgą. Konrad kreuje polski romantyzm i polski terroryzm, który będzie trwał aż do zakończenia II wojny światowej. Mocą słowa poety. Zanoszę się kaszlem... Podobno ibn Laden również czytał Dziady.