O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2012-09-11 :: Centra Kultur

Przeczytałem w ogłoszeniu o pracę: „wymagana doskonała znajomość tendencji w sztuce światowej”. Uśmiechnąłem się. Co to jest sztuka światowa – kilku gości z Berlina, Paryża, Londynu i Nowego Jorku, którzy wciąż powtarzają te same ograne schematy? A może kultura światowa to teatr kukiełkowy z Mali, aranżowany od IV! wieku aż do dziś przez jeden ród królewskich aktorów? A może to kapele hip-hopowe z Dakaru, które obaliły w demokratycznych wyborach prezydenta Senegalu, bo odwołały się do muzułmańskiej tradycji i sztuki improwizacji griotów tzw. tassu? A może to marokańskie zespoły muzyczne wypędzające od stuleci dżiny? A może Tinariven – grupa bluesowa saharyjskich Tuaregów, którzy zaczęli grać w obozie szkoleniowym komandosów w Libii? Gdzie bije dziś tętno światowej kultury? W Durbanie, w Ouagadougou, w Essauirze, w Dakarze, w Timbuktu - wszędzie tam odbywają się wielkie ŚWIATOWE festiwale. Kto słyszał o rzeźbiarzach z Zimbabwe i tancerzach z Konga? I co nas ich sztuka obchodzi. Więc jak zakładacie kolejne Centrum Kultur, to wiedzcie, że jest ono tak wąskie i tak płytkie jak wasze rozumienie świata, jego złożoności, głebi i różnorodności. A ludzie, którzy w waszym mniemaniu "doskonała znają tendencje w sztuce światowej" są ignorantami i pogłebiają tylko powszechną niewiedzę.



2012-09-08 :: Andrzej

Myślę ostatnio o Andrzeju Lenczowskim. Jeśli ktoś był esencją, jądrem, spoiwem DP, to tylko on. Walczyliśmy ze sobą wiele lat, daliśmy sobie popalić, cios za cios, złośliwość za złośliwość, ale czy mogliśmy bez siebie żyć? Kiedyś zaproponowałem prezesom ufundowanie nagrody dla młodych reporterów im. Andrzeja Lenczowskiego – powiedzieli mi, że nie był nikim znaczącym. Jak to, kurwa? Redaktora mierzy się wielkością gazety. A czym był „DP” w tamtych czasach? Propozycją dla elit, pismem opiniotwórczym, głosem pokolenia. Czymś naprawdę ważnym i czytanym. I kto to, kurwa, redagował? Lenczowski, Wojtas, Kozioł i Ciećkiewicz. (tak piszę z perspektywy magazynów) Bo przecież nie smutni panowie od obcinania wierszówek i przeliczania złotówek na punkty… Potem pomyślałem, żeby założyć fundację byłych reporterów i redaktorów „Dziennika”, która znalazłaby wspólną płaszczyznę do publikowania własnych tekstów (miałem nadzieję na miesięcznik „Kraków”) i przyznawała jednak tę nagrodę. Poszło wspak. Trudno. Miasto nie jest gotowe. Może za kilka lat? Więc (zdania nie zaczyna się od więc) skończy się pewnie na wspólnym zjeździe narciarskim przyjaciół Andrzeja Lenczowskiego przy piwie i kiełbaskach. Optuję za Maciejową, bo mam lęk wysokości i nie mogę krzesełkami.



2012-09-07 :: Jak za dawnych lat

Jestem zadowolony. Pracuję jak za dawnych lat. Dziś tak pisze chyba już tylko Kasia Kobylarczyk. 2 dni zbierania materiałów w Polsce. Spisywanie nagrań, 2 dni porządkowania notatek, 2 dni zgrzebnego pisania, prace dekompozycyjno - konstrukcyjne - kolejne 2 dni, dwa dni wygładzania. Powstał reportaż. Ma wiele stron. Teraz pozostaje najgorsza część roboty - sprzedać swoją pracę. Wiem, wiem, redakcje się pozamykały, jest trudno - krzyżowa droga. No, spróbujemy. No, zobaczmy. Bo na widoku 3 kolejne tematy - wszystkie szalenie atrakcyjne. Jakby się tak udało przetrzeć ścieżki, to obok studiowania na UJ, miałbym też rozrywkę, hobby, czy coś takiego. No bo żyć z tego nie można. Gdy o tym myślę, majcher otwiera się w kieszeni.