O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2013-04-25 :: Pierwsza rocznica

 Pierwszą rocznicę mojego odejścia z pracy w „DP” spędziłem na koncercie Patrycji Kaas we Wrocławiu ku czci Edith Piaf, stąd tytuł „Kass chante Piaf” i rzeczywiście… Kaas jest największą wokalistką, aktorką, tancerką, mimem, mistrzynią gestu i narratorem Paryża – jakiego (jaką?) widziałem, reprezentuje to wszystko, co najwspanialsze w kulturze francuskiej, a poza tym jest przepiękną kobietą – już przepadłem z kretesem i w ogóle: jestem cały czerwony. Z wrażenia wypiłem 2 piwa na rynku we Wrocku. Wygląda, że ostatnio wchodzę na szczyt! Napisałem tekst tłumaczony na 10 języków, nauczyłem się mówić po francusku, zacząłem z powodzeniem uprawiać coaching, po raz pierwszy poszedłem na grób zmarłego przyjaciela… Alle-y! On-y va! Jazda, jazda, jazda!



2013-04-21 :: Sprawy

Jedne sprawy się zamykają, inne otwierają. Bo czy z Afryką to koniec? A dlaczego? A może jednak? Lecieć za trzy stówki do Fezu tanią linią, a potem rzucić kotwicę u jakiegoś lokalersa, posiedzieć miesiąc, spotykać się z kobietami, iść tym tropem, od feministek islamskich, przez działaczki polityczne i samorządowe, aż do siostry króla, to miałoby sens, a ja lubię Maroko. W trakcie mały wyskok na Saharę do Merzugi i drugi w góry, do Berberek. No a Rifenki, to są dopiero fest kobity. A Saharyjki Zachodnie! Kurczę, tam jest 6 języków. Tyle kultur, pałaców, zapachów, dżinów i wszystkiego. I tajemnica. Twarz skryta za czadorem. Fajneeee! 



2013-04-18 :: A

Przez chwilę intensywnie wyobrażałem sobie Kogoś Bliskiego, to było naprawdę ważne doświadczenie, twarde, inwazyjne, bardzo emocjonujące, jak wybuchająca, przez wiele lat tłumiona potrzeba, czy coś, i już, już miałem odpalić czołg, żeby (jak to robię zwykle) wjechać gwałtownie do cudzego życia, założyć obóz i poprosić o kawę, gdy nagle, jednak… Zawahałem się. Zerknąłem do sieci. Znalazłem wyraźne ślady tego Kogoś, poczułem jego odrębność, inność, odległość – no jednak są to Himalaje czegoś, może i fajnego, ale nie mam przygotowania. Bezradny jestem. Kto, ja? Ja bezradny? No, więc jednak, tak. Nie będę się tu kreował, nie w takich sprawach...  I wtedy poszedł strach. A w każdym razie - utrata pewności siebie. Jakoś się tak skurczyłem, zmalałem, kompres na głowę, para wodna wybucha jak obłok. Od razu wracam do prozy. Palce delikatnie ślizgają się po klawiszach, odzyskuję spokój, noc pomaga, jak zawsze. Serce bije równo, oddycham głęboko. Odzyskuję tożsamość. Bez ryzyka. Raz, dwa, trzy, cztery… płyną kolejne obrazy, snuje się opowieść.


To kołysze. A byłem już na progu czegoś… tajemnicy? Ryzyka? Wielkiego Spotkania? Zawodu? Rozgoryczenia? Czy odczuwam ulgę? Ślimak powrócił do skorupki. Na jakiś czas. Na miesiąc, albo rok. Pomyślę, odpocznę.