O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2013-07-02 :: Dyplom

Obroniłem się. Tytuł pracy: "Od zarządzania wolontariatem do współrządzenia miastem. Fenomen Transgranicznego Centrum Wolontariatu w Cieszynie". 36 stron maszynopisu. 2 miesiące pracy. Rekomendacja druku w piśmie naukowym. Duma!



2013-06-29 :: Analiza strategiczna

Łapiemy światło. Chwytamy mizerny, wątły promyk i okręcamy szczelnie wokół nadgarstka. Teraz można się już na nim zawiesić, żeby nie powiedzieć – oprzeć. Światło powoli przenika do naszych serc. Wędruje w krwioobiegu. Rozchodzi się razem z ciepłem. Pyk, pyk, pyk… rośnie słupek serotoniny, depresja broni się jeszcze przez chwilę, gdzieś w głębi umysłu, ale potem spada kamieniem do żołądka, a my, już wiemy, że damy radę!


Światło wyciąga nas z domu na ulicę, na spacer do La Petite France, gdzie właśnie przywieziono nowe wino z Doliny Rodanu. Nazywa się Szalony Król, czy może szaleństwo króla? I jest aluzją do upodobań Henryka IV. Le Folie de Roi… A więc… Pierwszy nos, drugi nos, trzeci nos, czwarty nos - pijemy łyk, krople gładko spływają do żołądka i zatapiają depresję jak marzannę. Alkohol uderza w górę, paruje do mózgu, rozświetla neurony. Wnętrze jaśnieje jak neon.


Żołądek mówi, że czas na sery, bagietkę i oliwki. Podczas szybkiego trawienia światło stabilizuje się. Rozszczepia. Mięknie. I my też miękniemy, przy drugim kieliszku, myśląc już o cytrynowej tarcie, która, jak zawsze, świetnie się udała. Elwina posyła mi piegowaty uśmiech zza lady. Marzy o wielkim sukcesie rynkowym swoich miniaturowych tortów na 18 cm. Diana, jak zawsze, lekko skwaszona, choć postawiłem jej dobry horoskop. Szef gadatliwy, Szefowa tytułuje mnie Panem Jakubem. Wszędzie światło uśmiechów. Wyjmuję z kieszeni książkę: ”Muzeum etnograficzne, misje, struktury, strategie”.



2013-06-27 :: Mgła

Ciemne noce, ponure poranki, deszczowe dni, wieczorami do ogrodu spadają mokre, gasnące kawałki gwiazd. Zazwyczaj, jeśli nie jest za zimno, zbieramy je do worków i składamy w piwnicy. To dzięki nim nasz dom wciąż jeszcze trwa – na przekór wichury, porywającej wszystko wokół - ukorzeniony, zakotwiczony, obciążony balastem.


Pocieszamy się prostymi gestami. Zapalamy ogniki papierosów, ogrzewamy dłonie. Przytupujemy! Wciąż powtarzamy te same rytuały, które mają nas chronić przed wichurą, a kiedy serce ogarnia lęk, zaczynamy wyć lub krzyczeć i wtedy wychodzi na wierzch cała nasza atawistyczna natura.


Teraz wszystko jest w brązach, zieleniach i szarościach. Do tego mgła, która sunąc przed siebie, powoli ogarnia ogrodowe drzewa. Wlewa się oknami do domu, ściele nisko przy ziemi, pełznie po schodach ku górze. Wszystko milknie. Zakneblowane ptaki siedzą w ciszy na gałęziach. Czarnych, znikających w białej poświacie. Milkną zakneblowani ludzie.