O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2013-07-12 :: J 23 znowu nadaje

Przez cały ostatni rok uczyłem się intensywnie francuskiego i angielskiego, żeby teraz, z miną kretyna, dukać po… rosyjsku. Oczywiście, rozumiem wszystko, co oni, Litwini, gadają, i wiem, że kiedyś gładko bym im odpowiedział. Zamiast tego z ust wydobywają mi się słowa rosyjskie i polskie zmiękczone na modłę wschodnią oraz rozmaite yyyyy, eeee, a pierwsze zdania na końcu języka są jednak francuskie. 


No trudno. Jestem se w Druskiennikach. Chodzę se po kurorcie, do cerkwi zaglądam, która zresztą śliczna, drewniana, błękitna, solanki se wdycham, ciało kąpielom oddaję, jak jaki burżuj. A potem se jadam w restauracji zdrojowej nad Niemnem i konstatuję, że są takie nacje, jak Marokańczycy, czy Litwini, którzy nie umieją spieprzyć posiłku. Wieczorami miód suktinis se popijam i jest dobrze. Litwa i Polska mają wspólną wielką część kultury – po co te kwasy i rywalizacje.



2013-07-11 :: Rzeką

Z Maćkowej Rudy wypłynąłem koło 9-ej - jako jedyny, bo media zapowiadały spore ulewy. Znalazłem się sam na Czarnej Hańczy – wśród ryb, siwych czapli, bocianów, kaczek i łabędzi - jak Mungo Park płynący Gambią. Przy Wysokim Moście kupiłem od staruszki-babuleńki jagodzianki, o niebiańskim, przedwojennym smaku, pogadaliśmy o… globalizacji i popłynąłem dalej. Delektowałem się czystą naturą. Jakąś częścią utraconego świata. Czymś, co oddaliśmy walkowerem. Niesłusznie, bez sensu. Po południu dotarłem do Frącek – ostatniej chyba stanicy żeglarskiej na rzece. Przyjechali po mnie na telefon. Wieczorem Jola, już trochę zaprzyjaźniona, opowiedziała mi kulisy polsko-litewskiej wojny o szkoły, drogi i język. Ich drażni, że my chcemy na Litwie pisać matury po polsku, a im każemy pisać po polsku i litewsku, że liceum litewskie w Sejnach ledwie dyszy, a podstawówki są zamykane, że nie mogą w szpitalu mówić po swojemu z lekarzem pobratymcem. No i że do Burbiszek, ba do granicy państwa z tej strony jeziora - nie ma asfaltu… Prawda jest taka: polityka niszczy więzi, izoluje, zabija. Trzeba by tu zorganizować jakieś warsztaty…



2013-07-10 :: Transgraniczne smaczki

1. Z rowerem pod pachą wchodzę do domu kultury w Sejnach. Za drzwiami zderzam się z kompletnie wyposażonym harleyowcem: długie, siwe włosy, skóra, ćwieki – gość jest miejscowym instruktorem muzyki. W około widać rozkład – budynek się rozpada. – Kawiarni nie ma, sali widowiskowej nie ma… Kiedyś była sala do prób, ale zespół baletowy upadł. Hippis macha ręką. Wszystko upada. - Młodzież lubi tu fotografować na czarno-białych kliszach, ale instruktora od fotografii właśnie zwolniono. Nie ma tu nic – otwiera jakieś drzwi, bo ten budynek to… kino. W środku widać wspaniałą, starą widownię, archaiczny projektor… „Cinema Paradiso”!!! Kurczę, mówię, młodzi chcą fotografować, pewnie też filmować, macie kino – aż się prosi trangraniczny polsko-litewsko-białoruski festiwal filmu dokumentalnego, z grantu Euroregionu. Aż się prosi… Tyle kultur, narodów, religii… Harleyowiec kiwa głową.


2.  Jola odbiera telefon i płynnie przechodzi na litewski, przypominam sobie, że w jej salonie, obok świętej ikony, wisi biały szal z egzotycznym napisem. – A więc jesteście Litwinami! Tak, jak wszyscy we wsi. – Dlatego do Burbiszek nie ma drogi – wyjaśnia. A jak to się ze sobą łączy? – pytam. Tak, że burmistrz Sejn jest polskim „patriotą”, od rozwiązywania obcojęzycznych szkół i niebudowania dróg do litewskich sołectw. Tak wygląda w Sejnach kreowanie wspólnoty. Pytam harleyowca z domu kultury o Litwinów. – Ja swojej córce powiedziałem całą prawdę o przeszłości – opowiada. Że za okupacji donosili na nas do Niemców. 


3. W menu Litewskiej Karczmy pojawiły się naleśniki kowieńskie! Wspaniałe, serwowane tylko od środy do soboty. Ale kuchnia ponoć się pogorszyła, bo właściciel zwolnił kucharkę i zatrudnił w jej miejsce swoją siostrę po rozwodzie. Kucharka specjalizuje się teraz w ciastach litewskich. Mrowiskach. Muszę ją odwiedzić.