O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2013-07-22 :: 55

Sporo osób pamiętało, miło, 55 lat - nie w kij dmuchał! Z okazji urodzin pojechałem do przyczepy campingowej opodal eremu na Wygrach, na wspaniałe pierogi z jabłkami, serem i jagodami - fantastyczne! Wypiłem piwo "Żubr", posiedziałem nad wodą. Postanowiłem zostać zwykłym człowiekiem. Żona przyjęła ten fakt z entuzjazmem. Zapytała tylko podejrzliwie, co robi zwykły człowiek. Robi on zwykłe rzeczy i nie stawia sobie zbyt wysoko poprzeczki ambicji, zadawalają go rezultaty przeciętne, głównie chodzi o to, żeby zarobić, wyspać się i relaksować podczas weekendu. Jeszcze nie wiem. Dopiero się uczę, dam radę...



2013-07-14 :: Niedziela u Karpiów

Wspaniały dzień w lesie na Czerwonym Bagnie u Darka Karpia. Długi spacer po okolicy wśród much i komarów, niespieszne rozmowy w drewnianym Domu Trapera, picie suktinisu i soku z brzozy, a wieczorem oglądanie filmu Marka, operatora z TVN 24, który genialnie opowiedział obrazami historię Indianina znad Biebrzy. Wspaniały czas, esencja prawdziwego życia. Kunszt kulinarny Beaty - niezapomniany!



2013-07-13 :: Miłosz i stuliściec

Myślę, że dojrzały Miłosz zatrzymywał się najpierw w Sejnach. Wchodził do klasztoru i spoglądał na rzeźbę Matki Boskiej, która ma 600 lat, a po rozłożeniu tworzy coś w rodzaju ołtarza – wewnątrz figury jest wyrzeźbiony Bóg, Duch św. i Jezus rozpięty na krzyżu. Więc tak naprawdę to Matka Boska szkatułkowa, jedyna taka na świecie, jak zapewnia staruszka zakonnica. Pomysł wydaje się manierystyczny, tymczasem dzieło pochodzi z wieków średnich, tworząc dość niezwykłe sejneńskie kuriozum - otoczone wotami, cudowne, słynne…


Myślę, że potem Miłosz wzruszał się w Żegarach, bo nazwa wsi przypominała mu w brzmieniu grupę literacką, którą założył z przyjaciółmi w Wilnie. Dalej już prosto – jechał przez pola, przecinał górę nad jeziorem i zjeżdżał do dworu dziadka w Krasnogrudzie. Młody Miłosz przyjeżdżał tu czerwonym fordem. Mieszkał na stryszku. Bawił się w towarzystwie warszawsko-wileńskim – otaczali go oficerowie, ziemianie... Jego czerwone auto wryło się bardzo mocno w pamięć miejscowych, którzy wciąż wspominają ten samochód. W wielkiej zieleni taki surrealizm!


Wszędzie wokoło spotykam poetę. W parku, w którym na stare lata szukał bezskutecznie starej lipy, w dworskich pokojach, w ulubionych przepisach kulinarnych na bigos, albo śledzie z jabłkami i imbirem – zawieszonych w kuchni. Na ganku refleksyjnie czytam jego teksty – to jednak wielka polszczyzna. 


Krasnogrudzianie, zebrani w tutejszej fundacji, chcą tworzyć rodzinną Europę. Zderzają artystów litewskich, polskich, białoruskich… coś z tego ma wynikać. To dziwne, bo własnych Litwinów mają przecież za miedzą i mogliby zacząć właśnie od nich – przełamać niechęć, uprzedzenia, założyć wspólny zespół muzyczny, teatr, czy cokolwiek. A najlepiej żeby zbudowali drogę do Burbiszek. Co na to powiedziałby Miłosz?


Stoję na placu w Sejnach i jem stuliściec, najlepszy jaki tu robią, fantastyczny, miód ścieka mi między palcami, mak wpada między zęby. Nie, absolutnie nie chce się wyjeżdżać…