O mnie
Galeria
Wystawy
Teksty
Film
Książki
Księga gości
Kontakt
strona główna

2014-05-05 :: Totalny odjazd

Czas bardzo zagęszczony, syrop, ajerkoniak. Gumadożucia. Totalna zmiana wszystkiego. Tak zresztą miało być: Trygon Jowisza zwiastował kosmiczną metamorfozę u progu wiosny. Teraz minuty płyną szybko. Robota nad książką, przy filmie, samolot do Maroka już prawie na pasie, losy Cieszyna się ważą, trzeba koniecznie jechać do Warszawy…  Na stole podskakuje granat serca: 10, 9, 8… Mistrz powoli zaciąga się dymem z gauloise. Drżą mu dłonie. Widzi to. W tej chwili, gdy siedzi na walizce, w coraz bardziej pustoszejącym pokoju, przypomina Serge’a Gainsbourga ze znanego zdjęcia. Gdybyście widzieli to skupienie…



2014-05-02 :: Powrót do Borzęcina

Znowu tu jest. Znów go zagnało w zieleń i żółć, w rozedrgane słońcem przestrzenie, w naturę, w przeszłość w dzieciństwo swoje i cudze.


Okoliczne nazwy pachną wiosną: Mokrzyska, Borek, Dębina, wreszcie jest… Borzęcin – wieś trochę drewniana, trochę betonowa, tatarska, polska, archaiczna – współczesna, po 10 latach w Unii.


Mistrz zagląda na podwórka, robi zdjęcia, rozmawia z ludźmi – Panie tu był japoński arcybiskup! – opowiada z dumą właściciel rozsypującej się zagrody w podkoszulku z napisem „sex ich habe genug”. Chwilę potem Pani inżynier częstuje go w ogrodzie sernikiem i nalewką. Rajsko jest, sielsko, majowo, nieziemsko.


Ma zredagować książkę „Borzęcin” Józefa Barana: zrobić zdjęcia, ułożyć wiersze, fragmenty prozy itd. Chwila wydaje się szczególna: w 400 lecie wsi poeta, urodzony w jednej z okolicznych chałup, pokaże swoje widzenie dzieciństwa: miejsca pracy, ucieczki, powrotów, budowania mitu, szukania punktów odniesienia – ściszonym głosem, intymnie, szeptem.


 Rajsko jest, sielsko. Mistrz ogląda wiejskie kapliczki, rozdęte barokiem matki Boskie ukwiecone, odlatujące do nieba, które tuż, tuż, wystarczy dotknąć palcem. Chodzi po łąkach, po śladach poety, choć wie, że wszystko to daremne… Ktoś  powinien filmować – poetę, Mistrza, borzęcaków, ich rozmowy, kłótnie, dyskusje, prawie że obrażanie się, śmiech, poszukiwanie… Idea rodzi się na rękach.



2014-04-24 :: Po drugiej stronie Dunaju

Brzask wydobywał z pejzażu kształt rzeki, która ocierała się o resztki nocy miękko i delikatnie, jak kot. Mistrz stał na brzegu niewidoczny. Wtopiony w obraz. Był teraz częścią świtu, uczestnikiem ceremonii, w której świadomość wygrywa z mitem, mądrość z instynktem,  rzeczywistość z baśnią. Zbierał w całość odpryski zdarzeń, myśli, przeżyć, zapachów – tego wszystkiego, co stanowiło esencję pogranicza…


W Szentendre biły dzwony, z hukiem i skrzypieniem otwierano kościoły. Potem lud oddał hołd Panu i, jak każe zwyczaj, na uliczki miasteczka wybiegli chłopcy ze szklanymi syfonami w dłoniach, dobijali się do drzwi co ładniejszych dziewcząt, robili rumor i prowadzili żartobliwe rozmowy, a jak się nadarzyła okazja lali, bo zostać oblanym w świąteczny poniedziałek, to dobra wróżba.


Gdy nastało południe uczczono zmartwychwstanie Pana najgodniej jak ludzie potrafią: obżerając się świniami. A później wszyscy ruszyli na spacery – nad Dunaj, do lasu, albo do pobliskiego skansenu, gdzie uruchomiono właśnie zabytkową kolejkę.


Mistrz poszedł ucztować do serbskiej knajpy, bo miasteczko zbudowali w 13 czy 14 wieku Serbowie. Miało klasyczną medynę, wąskie półmetrowe uliczki, kręcone schody, a spowijało je najciekawsze światło w Europie, odbite od rzeki, nieba, kamiennych uliczek – mleczne i rozproszone.


W karczmie zamówił ciborę, do której wcisnął ćwiartkę cytryny, potem cevapcici, plejskavicę, raznići, bela vesalice i wszystko, jak każe zwyczaj, obficie podlał rakiją... 


Kiedy wychodził – prosto na brzeg rzeki - na styku wody i powietrza zaczęło się sączyć żółte światło. Minęło kilka chwil zanim załoga promu: kapitan i chłopak z bosakiem, zauważyli stojącą na nasypie wysoką sylwetkę mężczyzny w czarnym płaszczu i zrozumieli, że mają robotę. Holownik szarpnął, a potem platforma koślawo ruszyła w poprzek Dunaju. 


Mistrz pomyślał, że w przepływaniu rzeki jest coś atawistycznego, pierwotnego i ceremonialnego. To forma zaklęcia, która pozwala człowiekowi porządkować czas i tworzyć nowe rozdziały biografii. Pokonujemy rzekę ze świadomością, że nigdy nie wrócimy tacy sami, a równocześnie otwieramy się na przestrzeń, w której nie chronią nas wypróbowane zaklęcia, amulety, znaki i symbole.